Sekrety miłości

Strona 2 z 4

O.Gayowy GOŚĆ 25-07-11 14:40


Pedofilia i wybory.

W świetle najnowszych skandali katolickiej pedofilii w
Europie, wyrosłej jak powszechnie wiadomo na boskich korzeniach
chrześcijańskiej moralności, ważnym i pilnym zadaniem, wydaje się być
przeciwdziałanie  pobożnym rytuałom
molestowania nieletnich. Wymaga ono dotarcia do: dzieci, rodziców, polskiej
młodzieży, pedagogów, nauczycieli, oraz do urzędników państwowego nadzoru
instytucji oświatowych i wychowawczych, z programem edukacyjnym mającym na celu
zapobieganie pedofilii oraz przeciwdziałanie psychologicznym i społecznym
następstwom wykorzystania seksualnego nieletnich.

 Niestety program taki napotyka na sprzeciw środowisk
katolickich, w tym opór hierarchii oskarżanej o celowe tajenie przestępstw
seksualnych w łonie kościoła, ubrane w pozory powściągliwości natury
religijno-doktrynalnej. Sprzyjają temu; koniunkturalne wyrachowanie władz
politycznych i edukacyjnych, kunktatorstwo samorządów  oraz pobłażanie deprawacji dzieci przez księży wynikające ze
społeczno-obyczajowego zakłamania łatwowiernych wiernych. Mało kto odważa się
na poruszanie tematyki zwalczania pedofilii w polskich szkołach, bo od razu
wszystkim kojarzy się ona z kościołem katolickim, księżmi katechetami i
zakonnicami.

Dlaczego? Nie wiem, bo problem statystycznie rzecz biorąc ma
wymiar ogólnospołeczny i nie dotyczy jedynie środowisk religijnych.  Prawdopodobnie dzieje się tak jakimś
cudownym zrządzeniem woli bożej, wręcz nadprzyrodzoną siłą naszej wiary, a może
nawet cudownego oddziaływania naszego ojca śniętego prosto z czyśćca. Wiem,
wiem. I pamiętam o wybitnych zasługach półśniętego Lolka ale za ochronę księży
pedofilów, nawet w majestacie tronu piotrowego, tak od razu, hop, siup, do  nieba, to się nie trafia. Ten pan bóg,  co to ponoć nierychliwy  za to sprawiedliwy, pedofilii ino osobistej
pobłaża. Niech się cieszy , że mu się upiekło po znajomości z sędzią
najwyższym. Bo za morderczy zakaz używania condomów w Afryce gdzie miliony
ludzi umierają na AIDS, kociołek ze smołą przysługuje każdej papie . Nawet
białej.

 Osobiście, mam przypuszczenie graniczące z kaczystowską
pewnością Antka tchórzorewicza, iż w ojczyźnie białej papy z Wadowic istnieje
dziwny rodzaj zbiorowego oporu i zmowy milczenia wobec tematyki wykorzystywania
seksualnego młodzieży i pedofilii, bo wszyscy liczą się z  bezkarnością i siłą wpływów urzędników
kościelnych. Tudzież z mocą zabobonów. 
Zresztą mocno przereklamowaną, szerzonymi w mediach stereotypami o
koniunkturalności światopoglądowej i tępym fanatyzmie większości polskiego
społeczeństwa. Albowiem taka apologetyka mitu religijnej ciemnoty pozwala
demokratycznej władzy na usprawiedliwianie własnego, wyżej wspomnianego,
kunktatorstwa wobec business'owo-wyznaniowego molocha z nad Tybru.

 Nawet lewicowe rządy, w zakresie zagadnień mniej
drastycznych niż pedofilia, tyle, że nie zgodnych z zachciankami
czarno-sukienkowych agentów religijnego totalitaryzmu, czyli na polu
ideologicznej indoktrynacji dzieci i szabrowania kasy państwowej, miały duże
problemy z wyegzekwowaniem konstytucyjnej świeckości państwa polskiego.

 Jedną z możliwych przyczyn kleszej bezkarności i
uprzywilejowania materialnego mogło by być domniemane “zaprzyjaźnienie” władzy
religijnej ze służbami Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. W tamtych czasach
szantaż ujawnieniem skłonności homoseksualnych (rejestracja Hiacynt) lub
przestępstwa pedofilii był poręcznym argumentem do wymuszenia współpracy ze
Służbą Bezpieczeństwa lub wywiadem. Taki zniewieściały chłop w sukience,
uświęcająco i zbawczo przesłuchujący ufnych parafian w czasie spowiedzi
śniętej, mógł mieć dzięki temu znaczną swobodę w otrzymaniu paszportu i  poruszaniu się po świecie. Przy
wystarczająco licznym zawerbowaniu hierarchii rosły również możliwość awansu i
promocji własnych współpracowników w strukturach religejnych. Może nawet do
osadzenia na stolcu papieskim własnego agenta, włącznie. Po zakończeniu ery
komunizmu, szkodliwym i nielogicznym było by zrezygnowanie przez nowe służby
III RP z takich agentów zarówno w kraju jak i za granicą. I wygląda na to jakby
nawet według boga kościelni agenci byli od innych księży bardziej święci. Co w
części potwierdza niespełniona misja księdza lustratora z Nowej Huty. Ale to
naturalne prawo boskie, że rajskiemu ogrodnikowi szkoda pozbyć się żyznego
szamba, pardon naturalnego nawozu. Nadal więc śmierdzi,  bo święte i nietykalne, ku wnerwieniu
skrajnych krytyków tajnego spółkowania kleru z PZPR'em  i demokratycznego cackania się SLD z klerem.
I tych z prawa i tych z lewa.

 Środowiska lewicowe systematycznie podnoszą postulat
wyprowadzenia religii ze szkół ze względu na zapisaną w konstytucji neutralność
światopoglądową państwa. W obliczu kryzysu gospodarczego  koniecznością jest na pewno eksmisja pijawek
kościelnego biznesu ze społecznej kieszeni obywatela, czyli skarbu państwa. W
tym wyprowadzenie pensji katechetów na łono prywatnych portfeli łatwowiernych
wiernych rodziców i nawiedzonych zwolenników ogłupiania młodzieży antynaukowymi
zabobonami. Ale samo pozostawienie nauki religii w szkole ma jednak też zaletę
pewnego minimalnego poziomu kontroli środowiska pedagogicznego nad pedofilskimi
zachowaniami księży. Trzeba tylko ten nadzór konsekwentnie egzekwować. Nawet
jeśli by mieli go realizować bezstronni przedstawiciele Unii Europejskiej. O co
zawsze możemy poprosić, łącznie z pozyskaniem odpowiednich funduszy pomocowych.
W przykościelnych salkach katechetycznych, jak wskazują sądowe doniesienia o
księżach skazanych za molestowanie dzieci 
w USA, Anglii, Belgii, Irlandii, nie było takiej kontroli przez całe
dziesięciolecia. W ten sposób tysiącom dzieci boża miłość zniszczyła psychikę
na całe życie.

 Praktyka tajenia pedofilii przez vatykańskich szamanów
bożego k****stwa nie musi wynikać li tylko ze źle pojętej solidarności
korporacyjnej i ukrywaniu zwyrodnień oraz przestępstw wyzysku ciemnego ludu
podatnego na myślenie magiczne. Również 
poczucie wspólnoty wynaturzenia pociągu seksualnego celibatem w kierunku
molestowania nieletnich nie musi być jedynym wytłumaczeniem pobłażania
pedofilii w kręgach religijnych. Warto, zwrócić uwagę na praktyczne i wstydliwe
trudności w znalezieniu dorosłych i dobrowolnych partnerów homoseksualnych
przez księży głoszących życie w doktrynalnym celibacie. Niezaspokojona żądza
zakazanego seksu mogła być podstawą do karygodnego wykreowania tradycji
corocznego głoszenia mitu o uświęcającej łasce wykorzystania małoletniej przez
guru sekty, uznawanego za posłańca boga. W micie tym, ucieleśniona w aspekcie
prokreacyjnym czyli seksualnym i głoszona 
z ambon szczególna miłość boga do dzieci, miałaby więc na celu zapewnić
jednocześnie małoletni narybek dla zboczeńców jak i wyjątkowe przyzwolenie na
zaspokajanie chuci, tu przez pedofilię kapłańską. Notabene, przyzwolenie takie
sprzeczne jest z ogólnie obowiązującymi w tej religii zakazami seksu
pozamałżeńskiego dla wszystkich zwykłych wyznawców.

 Zarozki po wygronych wyboroch tym paluncym problymom powinyn
zajunc sie nowiuśky syjm z ksyzem no ścionie, ano ji terozki łobjowiuny na
kuśtownych billmordach pierdziel kracynski ji jego prawie szprawiedliwy rzund.
Wim, co wygrajo, bo tyla nam łobjowił we Garwolynie jełropozer zez
patrydjotyczny sodalycyji rear-dup-terorysty łojca muchomorka. I zara, jino po
tem jak pedzioł, pognoł zez galantom sekretorkum do Krokowa na kuntrem z
młodziezo w tefołpe-jinfo. Naźwyska nie pomnę bo łone łautopromocyje wypyscał
sz kluskamy w gembie. Jale ludziska godojo aze pono zwoł się cusik akuratnie
kaj były gospodos tartaka we naszy wsi, Czorniecki, co go łotkupił łot młynoza
Gołosyfskiego, co ciotkie we Wiedniu mieli. We w tych szamych Guńcycach, kiele
Sobolewa, co to za Buzkowygo rzuńdzenia blokery samybrony sztachetamy poguniły
jenterwyniojuncy szpecjalny łotdzioł policyji w zaguny, a w pole.  Ji nikto jych nie rusył. A ze we mojontku
puna dziedzica ruskie wojoki we wojne tanki ryperowali, terozki wokoło co
chołupa dzieciato to jakisi rusok zowdy mieska. To i nase chopy bojowe szum na
sztodwa a rude a zadziorne a jurne  kaj
jakie sztyry tankisty i sabaka abo inszy psionek.

 Mit uświęconego seksu, typowy jest dla sekt opartych na
wywoływaniu urojeń religijnych przez piekło tłumienia popędu seksualnego ogółu
wyznawców i zaspokajaniu go przez monopolistę zbawcę. Bardzo poręczny w
sprawowaniu władzy nad umysłami członków sekty jest manipulacyjny aspekt
reglamentacji miłosnych względów guru i zarządzania zazdrością seksualną
wyposzczonych i walonych w rogi łatwowiernych wiernych. Religie, które zdołały
powstać z takich sekt są typowymi systemami totalitarnego wyzysku i ucisku
opartymi na męskim szowinizmie, kolaboracji ze zmilitaryzowaną dyktatorską
władzą państwową i sprowadzeniu kobiet do roli służebnic pańskich.

 Wywoływaniu stanów specyficznej schizofrenii religijnej i
sterowaniu pożądaniem złudzeń seksualnego kontaktu z nadprzyrodzoną boskością
sprzyja celowa rekrutacja do sekty. Preferuje się kandydatów mających problemy
z samookreśleniem własnej identyfikacji płciowej i związanych z tym
młodzieńczych dylematów samoakceptacji, poczucia winy, niepewności, lęków,
niskiego poczucia własnej wartości, podatności na sugestie kreowania pozornych
autorytetów egzystencjalnych. Przedłużony stres młodzieńczy wywołany takimi
czynnikami może prowadzić do powstania zaburzeń psychicznych przypominających
objawami chorobę afektywną dwubiegunową, z naprzemiennie występującymi stanami
pozytywnymi pobudzeniami maniakalnego i negatywnymi depresji. W tej sytuacji,
dalsze oddziaływanie sekty przez ograniczanie snu, jedzenia, popędu
seksualnego, nacisk grupy, izolacja od rodziny i dopływu informacji z zewnątrz,
upajanie rytualnym alkoholem, odurzanie substancjami narkotycznymi, indoktrynacja
o wyższości nad innymi członkami społeczeństwa, straszenie bliskim końcem
świata, obiecanie zbawienia za wierność sekcie prowadzi do całkowitego
podporządkowania a nawet urojeń potwierdzających słuszność pozostawania w
takiej niewoli umysłu.

 Monopolizująca, reglamentacyjna, pełna uprzedzeń i moralnego
zakłamania polityka seksualna  wiadomej
religii i głoszone przez nią mity wydają się być silnie skażone problemami
psychicznymi homoseksualnych mężczyzn żyjących w doktrynalnym celibacie wraz ze
wszystkimi chorobliwymi objawami towarzyszącymi tłumieniu popędu seksualnego.
Złożona z mężczyzn stroniących od kobiet i zakochanych w zbawcy głoszącym
bliski koniec świata, ferajna Jerzusia, cudownie spłodzonego przez skrzydlatego
posłańca trójkątnego boga, w akcie cudzołóstwa a jakże, z nieletnią narzeczoną
biednego wyznawcy, zdaje się wypełniać wszelkie wymogi bycia taką sektą.

 Można przypuszczać, że taka np. powszechnie znana
"tajemnicza i cudowna boska przyczyna" powołań do stanu kapłańskiego
wśród rzymskokatolickiej młodzieży opiera się na wyparciu traumy wykorzystania
seksualnego dzieci i wmanipulowanym poczuciu winy przez narzucone religijne
pseudo autorytety. Wykorzystani seksualnie ministranci, w poczuciu winy,
grzechu, wstydu i strachu przed ujawnieniem bolesnej tajemnicy, czują się inni
i wyklęci przez społeczeństwo i otoczenie.

Stąd łatwo im wmówić, że jedyne miejsce gdzie mogą dokonać
żywota to służba oprawcom w czarnych sukienkach w imię: zbawienia duszy i
zabawienia tychże oprawców. Wykorzystaniu seksualnemu ministrantów przez księży
sprzyja bezpośredni kontakt i wdychanie dymu z kadzielnicy zawierającego lotne
substancje halucynogenne zwane kanibolami, występujące między innymi w żywicy
mirry i innych składnikach kadzidła. Problemem dostępu nieletnich do wina
mszalnego i narkotyków w kadzidle powinna zająć się policja, prokuratura i
Inspekcja sanitarno-epidemiologiczna.

 Ofiary kościelnej pedofilii pamięć o wykorzystaniu przez
katechetów wypierają do podświadomości. Pozornie zapominają o doznanej
krzywdzie ale chorobliwego wpływu na równowagę psychiczną i zdrowie cielesne
nie da się uniknąć. Trauma wykorzystania seksualnego przez pomocników pana
papieża, pozostaje do końca życia przyczyną: depresji, samobójstw, narkomanii,
alkoholizmu, ksenofobii, i groźnych chorób psychicznych z kręgu zaburzeń
schizotypowych. Młodzi ludzie obciążeni takimi "religijnymi
doświadczeniami" mają niskie poczucie własnej wartości i są bardzo podatni
na: dalsze wykorzystywanie i totalny wpływ religijnej indoktrynacji i manipulacji.
Poczucie krzywdy i gniew ofiar katolickiej pedofilii, pozostają wyparte do
podświadomości, bo trauma wykorzystania seksualnego pochodzi od
"ukochanych religijnych autorytetów" i nie pozwala na otwarty bunt
przeciwko nim.  Utajone straszne przeżycia
wykorzystanych seksualnie dzieci pana “zboczka", siłą wspomnień i
powstających mimowolnie skojarzeń, stają się źródłem uprzedzeń, lęków,
niszczącej, fanatycznej nienawiści do siebie i do innych. Ta sama wyparta
trauma jest przyczyną późniejszego projektowania (ukierunkowanej księżowską
manipulacją) nienawiści na inne religie, narodowości, światopoglądy.  Stąd w naszych prawicowo-religijnych
oszołomach i ich zachowaniach polityczno-społecznych tak jest wiele: toksycznej
nienawiści, nietolerancji, zakłamania, ksenofobii, intryganctwa i strachu przed
poruszaniem tematyki wychowania seksualnego dla młodzieży. Innymi słowy "w
domu wykorzystanego nie rozmawia się o d***e maryni", a tym bardziej
ministranta, aby nie pobudzać przykrych wspomnień i lęków przed obstrukcją
społeczną przykościelnych fanatyków podburzonych kleszym jadem.

 Większość prawico lubnych rodaków Lachapapy było
ministrantami, więc skutki widać w narodowych przywarach i politycznej głupocie
naznaczonej stresogenną traumą prawiczków wykorzystanych od strony zakrystii.
Interesującym jest to, że rodzice najmłodszego miotu czołowych działaczy i
polityków kato-prawicy, (tej wojującej z oświatą seksualną i profilaktyką
antypedofilską w środowiskach religijnych), to często, gęsto, dawni prominenci PRL,
sekretarze partii, byli oficerowie polityczni, emerytowani pracownicy wymiaru
sprawiedliwości, dyplomaci PRL, asy siłowych służb mniej i bardziej tajnych. To
się nazywa wymiana ekipy przez konflikt pokoleń oparty na kompleksie Edypa i
menopauzie Elektry, (ale nie tej wąsatej, przywiezionej na strajk do stoczni
motorówką). No, jednym słowem miodzio, bardziej wesołego zakończenia historii
PRL, nawet sam Urban chyba by nie wymyślił.

 Problem pedofilii urzędników pana boga i jego przydatność w
manipulacyjnym oddziaływaniu na wiernych, może być jedną z przyczyn dla,
których utrzymanie monopolu na dostęp do edukacji seksualnej młodzieży i
społeczeństwa jawi się obsesyjną pasją kościoła katolickiego. Ale chyba nie
tylko dla tego że, ilość powołań spadałaby na łeb na szyję, bo uświadomiona i
ostrzeżona przed zagrożeniem pedofilii młodzież, byłaby zbyt trudnym do
ugryzienia smakołykiem dla księży i zakonnic? Albowiem za prawdę wam powiem, w
religijnym business'ie monopol edukacyjny wzmacniający wpływ kościoła na świadomość
narodu pachnie obietnicą zwiększonych dochodów. Już teraz znaczna część młodej
kadry nauczycielskiej to: wychowankowie ruchu oazowego, kościelnego harcerstwa,
różnych przymierzy rodzin ładujących akumulatory fanatyzmu "światle i w
rzycie" oraz kółek różańcowych. Nie dziwota więc, że dla nich temat
pedofilii to temat ideologicznie i doktrynalnie śliski a nierzadko obciążony
własnymi doświadczeniami traumy wykorzystania seksualnego.

 Być może, z czasem, standardy unijnego prawa wymuszą
określone działania oświatowe zapobiegające zagrożeniu pedofilią w polskich
szkołach i kościołach, ale na pewno trochę to potrwa i spotka się z fanatycznym
oporem otumanionych religijną ciemnotą środowisk, których problem jakże często
bezpośrednio dotyczy.

 PZDR, Jerzuś Jerzegosyn Cieślański

Fioletta GOŚĆ 25-07-11 14:58


MOLESTOWANIE DZIECI -PEDOFILE A. Mizell "Jak chronić swoje dziecko...?"

 Pedofil to osoba, której z seksualnego punktu widzenia
podobają się dzieci (chodzi o chłopców i dziewczynki przed wiekiem pokwitania
-natomiast nastolatkami interesują się seksualnie ludzie zwani efebofilami).
Pedofile to zwykle mężczyźni, ale bywają nimi także kobiety, osoby hetero-,
homo- i bisek-sualne. Oceny liczb są różne, ale można przyjąć, że w Stanach
Zjednoczonych działa obecnie około czterech milionów pedofilów.

 

Wykorzystywanie seksualne dzieci przez pedofilów może
przyjmować różne formy, na przykład: molestowanie, gwałt, kazirodztwo (ponad
300 000 dzieci rocznie jest wykorzystywanych przez członków własnych rodzin),
pornografia i dziecięca prostytucja. Pornografia dziecięca przynosi rocznie
zyski w wysokości pół miliarda dolarów.

 

Pedofile uprawiają najrozmaitsze zawody. Mogą być
pediatrami, duchownymi, pilotami, hydraulikami, policjantami, fotografami. Są
harcerskimi drużynowymi, nauczycielami, opiekunami w przedszkolach,
sportowcami, artystami. Fotografie i zapiski, znalezione wśród rzeczy lorda
Roberta Baden-Powella, bohatera wojennego i twórcy amerykańskiego skautingu,
sir Jamesa Barrie, autora „Piotrusia Pana" i Lewisa Carrolla, który
napisał „Alicję w Krainie Czarów", sugerują, że ludzie ci byli pedofilami,
choć nie ma dowodów na to, że choroba ta prowadziła ich do jakichś działań.

 

Specjaliści oceniają, że co najmniej 3% mężczyzn,
uprawiających wszystkie zawody, przejawia skłonności pedofilskie. Dotyczy to
niecałego jednego procenta kobiet.

 

W Stanach Zjednoczonych prawie połowa ludzi molestujących
dzieci wykorzystuje w tym celu wykonywaną pracę. Innymi słowy, ludzie ci
wybierają zawód, który ułatwia im kontakty z dziećmi. Pedofile reprezentują
wszystkie rasy i środowiska społeczne. Wysoki ich procent to mężczyźni z klasy
średniej, wykwalifikowani urzędnicy. Są w różnym wieku -od nastolatków do ludzi
po siedemdziesiątce.

 

Większość pedofilów uważa błędnie, że ich seksualność nie
odbiega od normy, stanowiąc nieodłączną część osobowości. Pedofilię biorą za
preferencję seksualną podobnie jak heteroseksualizm i homoseksualizm -nie zaś
chorobę.

 

Choć większość z nich woli działanie w zaciszu czterech
ścian, dzieci są często molestowane również na zatłoczonych basenach, w kinach,
windach i innych miejscach publicznych. W kilku znanych przypadkach dzieci były
napadane przez sprzedawców w sklepie, gdy rodzice robili zakupy tuż obok.

 

Większość specjalistów uważa, że na pedofilię nie ma
lekarstwa. Pedofila można aresztować, ale nie da się zaradzić jego
skłonnościom. Ludzie, którzy molestują dzieci, powinni być zatem od nich
stanowczo izolowani, nawet jeśli zostali poddani leczeniu.

 

W przeciwieństwie do utartych poglądów większość dorosłych
mężczyzn molestujących małych chłopców to nie homoseksualiści. W rzeczywistości
ludzie, którym „podobają się" chłopcy, nie przejawiają zwykle takich
skłonności. Co najmniej 80% dorosłych wykorzystujących seksualnie dzieci to
heteroseksualiści (najczęściej) lub biseksualiści.

 

Przez całe lata organizacje harcerskie starały się uchronić
swych członków przed zagrożeniem ze strony pederastów. Dziś uważa się, że
zagrożenie to jest mitem. Dzieci są bowiem bardziej narażone na zakusy ze
strony ludzi, którzy na co dzień utrzymują „normalne" związki. Jak na
ironię, w czasie kiedy harcerzy broniono przed zakusami ze strony
homoseksualistów, w szeregi ich opiekunów dostało się co najmniej tysiące
heteroseksualnych pedofilów.

 

Duża część pedofilów to ludzie żonaci, posiadający własne
dzieci. Prowadzą zwykle normalne życie seksualne z kobietami, ale głównym
obiektem ich zainteresowania są dzieci -zarówno chłopcy, jak dziewczynki.

 

To prawda, że tysiące dzieci padło ofiarą porwań przez
nieznajomych, ale prawie 80% seksualnych przestępstw wobec nich zostało
popełnionych przez członków własnych rodzin lub osoby dobrze im znane.

 

Do większości wypadków wykorzystywania seksualnego, w tym
stosunków płciowych i seksu oralnego, nie dochodzi pod przymusem. Znaczna część
takich czynów dokonywana jest za pomocą różnego rodzaju pokus: namawiania,
tłumaczenia, odwoływania się do uczuć, obiecywania nagród,  pochlebstw, prezentów, -wszystkiego, co
potrafi przemówić do dziecka.

 

Pedofile mogą się jednak odwoływać do innych argumentów
-gróźb, wywoływania poczucia winy, przekupstwa, szantażu, wikłania w rozmaite
pułapki, wreszcie autorytetu osoby dorosłej.

 

Pedofile to mistrzowie kuszenia. Wielu z nich uważa się za
wspaniałych towarzyszy dzieci. „One mnie kochają" -powiedział David Lee
Thompson, molestujący dzieci w dwunastu stanach.

 

Pedofile mają naturalną łatwość w komunikowaniu się z
dziećmi na ich poziomie, potrafią je zrozumieć, przejmować się ich problemami.
Uważnie ich słuchają, w przeciwieństwie do wielu rodziców.

 

Znają wiele gier, programów telewizyjnych, filmów, zabawek,
potrafią bezbłędnie odgadywać potrzeby emocjonalne dzieci i gotowi są poświęcić
wiele czasu, by pozyskać potencjalną ofiarę.

 

 

JEST RZECZĄ BARDZO WAŻNĄ POZNANIE SPOSOBÓW I TAKTYKI, JAKĄ
POSŁUGUJĄ SIĘ PEDOFILE.

Krok za krokiem starają się doprowadzić do sytuacji, w
której zostaną sam na sam z dzieckiem.

Zdecydowany na wszystko przestępca zawsze znajdzie sposób na
odizolowanie i zwabienie upatrzonej ofiary.

 

Często mówi rodzicom, że zabiera dzieci na wycieczkę albo
mecz. Wszystkie dzieci poza ofiarą informuje w ostatniej chwili, że impreza
została odwołana. Są pedofile, którzy nawiązują nawet kontakty z matkami, by
zyskać ich zaufanie.

 

Pedofil będzie dążył do sytuacji, w której razem z dzieckiem
się przebiera, bierze prysznic, nocuje. Będzie się wtedy starał wykorzystać
jego naturalną ciekawość seksu, pokazując mu pornograficzne filmy czy pisma.

 

Wielu zboczeńców podaje swym ofiarom narkotyki lub alkohol,
by je uśpić lub zupełnie unieszkodliwić.

 

Niektórzy skłaniają dzieci do wspólnego spania, inni
przystępują do dzieła, gdy dziecko już zaśnie.

 

Powszechnym sposobem jest też obsypywanie przyszłej ofiary
prezentami.

 

Masaże, rozbierany poker" (lub inne zabawy połączone z
rozbieraniem się), łaskotanie, zabawy w ślepą babkę, wszelkie gry tego typu są
ważnym elementem uwodzenia.

 

Pornografia i fotografowanie to także stałe fragmenty gry.
Setki rodziców co roku dowiadują się z przerażeniem, że zaufani przyjaciele,
członkowie rodziny, opiekunowie dzieci, nauczyciele robili ich dzieciom pornograficzne
zdjęcia. Służą one pedofilom do swoistej stymulacji. Bardzo często są
sprzedawane lub stają się obiektem wymiany z innymi i pedofilami. Bywa, że
pedofile namawiają dzieci do pozowania lub płacą im za nie, czasem fotografują
je ukradkiem.

 

Pewien pedofil urządzał w swym ogrodzie, w którym znajdował
się basen, imprezy dla dzieci. Proponował im kąpiel wiedząc, że nie mają przy
sobie kąpielówek Inny zaś uczył chłopców skomplikowanych chwytów zapaśniczych.
Pedofile używają powszechnie do swych celów instruktaży pierwszej pomocy i
zajęć gimnastycznych - dzięki temu mogą zupełnie bezkarnie dotykać dziecięcych
pośladków i genitaliów.

 

Pedofilia to temat tabu. Wielką rolę w procesie uwodzenia
gra więc tajemnica. Pedofil mówi: „To będzie taki nasz mały sekret" albo
grozi, że jeśli dziecko go zdradzi, wyrządzi mu krzywdę.

 

Niestety, tysiące dzieci każdego roku dowiadują się, co to
jest seks od nieznajomych. Tysiące powszechnie lubianych ludzi wykorzystuje ich
zaufanie. Pedofile dopuszczają się najcięższego z grzechów: unicestwienia tego
zaufania.

 

Do chwili gdy pedofil zostaje aresztowany, zdołał już
wykorzystać średnio piętnaścioro dzieci.

 

Najbardziej zagrożone są te, którym na pierwszy rzut oka -
brakuje rodzicielskiej miłości. Pedofile wyłuskują takie dzieci bezbłędnie.
Potrafią poznać, które czuje się źle w swoim otoczeniu. Jeśli dziecku brakuje
uczucia ze strony dorosłych, łatwiej poddaje się działaniom pedofila.

 

Nie ma czegoś takiego, jak rozpoznawalne cechy
charakteryzujące pedofila. Istnieje wiele zachowań typowych dla ludzi
molestujących dzieci, wiele z nich przejawiają jednak również inne osoby, nie
tylko pedofile.

 

Pedofile wykazują skłonności do częstych zmian miejsca
zamieszkania. Przyjaciół szukają zazwyczaj wśród dzieci. Działają w organizacjach
gromadzących chłopców, na przykład w harcerstwie. Daje im to okazję do zawarcia
nowych „znajomości". Pewien pedofil prowadził cztery chłopięce drużyny na
raz, molestując chłopców z wszystkich tych drużyn.

 

Bardzo często ludzie ci nie mogą się wykazać godną zaufania
przeszłością, ale mają dar zyskiwania zaufania. Jedynym sposobem na ustalenie,
czy dana osoba ma skłonność do molestowania dzieci, jest ustalenie, czy nie
wykorzystywała ich seksualnie w przeszłości.

 

Jest rzeczą charakterystyczną dla pedofilów, że są
zdolni do wyrządzenia dziecku wielkiej krzywdy. Dzieci wykorzystywane
seksualnie przez pedofilów mają poważne problemy emocjonalne i psychologiczne,
prześladujące ich aż do wieku dojrzałego. Kiedy pedofil dotknie ciała dziecka,
dotyka również jego umysłu i duszy. Ci ludzie to zabójcy ducha."

Marek J. GOŚĆ 25-07-11 15:23


PEDOFILIA W SPOŁECZNOŚCIACH RELIGIJNYCH.

A. Mizell -"Jak chronić swoje dziecko"

Pedofilia to problem niemal wszystkich religii
-episkopalnej, luterańskiej, prezbiteriańskiej, katolickiej, mojżeszowej,
baptystów, buddystów, metodystów, mennonitów, mormonów, muzułmanów i tak dalej.
Duchowni, dotknięci piętnem pedofilii, stanowią część społeczeństwa równą
procentowo innym jego grupom. Skoro przyjęto, że trzy do czterech procent tej
grupy w Stanach Zjednoczonych to pedofile, oznacza to tysiące ludzi, którzy nie
powinni stykać się z dziećmi.

 W roku 1988 trzech ewangelistów ze stanu Georgia zostało
skazanych za to, że w czasie swej działalności zmusili setki chłopców do
uprawiania prostytucji. Rodzice ofiar tych praktyk pozwalali na uczestniczenie
w organizowanych przez duchownych imprezach, ponieważ myśleli, że chłopcy uczą
się na ministrantów. Mario „Tommy" Leyva, jeden ze skazanych, przyznał, że
molestował seksualnie ponad stu chłopców. Niektórzy z nich mieli zaledwie po
osiem lat. Proceder ten, w jego przypadku, trwał dwadzieścia lat.

 Co tydzień wychodzą na jaw akty pedofilii będące dziełem
osób duchownych.

W roku 1993 Daniel Eaves, trzydziestosześcioletni diakon z
Kościoła baptystów zwycięstwa w Springfieid w stanie New Jersey został skazany
na dziesięć lat więzienia za seksualne wykorzystywanie dzieci w wieku od trzech
do czternastu lat. Sędzia Cornelius Sullivan, który ogłosił ten wyrok,
stwierdził, że konsekwencje natury emocjonalnej, jakie poniosły wykorzystane
dzieci, byłyby lżejsze, gdyby Eaves bił je baseballowym kijem.

 Choć trudno powiedzieć, która z religii wyrządziła dzieciom
najwięcej krzywd i stała się najbardziej znaczącą scenerią seksualnych
skandali, w ostatnich latach mimowolnym bohaterem prasowych nagłówków i winnym
odszkodowań w wysokości czterystu pięćdziesięciu milionów dolarów był kościół
katolicki.

 5 października 1993 roku James R. Porter, były katolicki
ksiądz, został skazany na osiemnaście lat więzienia za molestowanie w latach
sześćdziesiątych dwudziestu ośmiu chłopców i dziewcząt. Był to już drugi wyrok
Portera za seksualne wykorzystywanie dzieci - w roku 1992, kiedy od dawna nie
był już księdzem, odsiedział sześć miesięcy za molestowanie we własnym domu
nieletniej opiekunki swej córki. Przed sądem pojawiały się kolejne ofiary.

 Opowiadały, jak Porter sprawił, że ich dzieciństwo stało się
koszmarem. Mówiły o tym, co im się śni, o ogarniającej ich depresji,
uzależnieniu od leków i alkoholu, które trwa do dziś. Niektóre z ofiar bały się
powiedzieć rodzicom o tym, co się działo, ponieważ Porter straszył je, że zrobi
im krzywdę. Inne milczały ze wstydu — nienawidziły tego, co się stało, ale
nadal przychodziły do człowieka, który był dla nich niemal tak ważny, jak bóg.
Dzieciom, które odważyły się mówić, rodzice po prostu nie uwierzyli. Ci zaś,
którzy uwierzyli, składali na ręce zwierzchników Portera skargi. Kościół udał,
że nie ma problemu — Porter został przeniesiony do innej parafii, gdzie nadal
molestował dzieci.

 W Stanach Zjednoczonych jest ponad 50 000 księży
katolickich. Około 1700 z nich, 3,4% ogółu, podejrzewa się o seksualne
molestowanie dzieci i nastolatków. Pedofilia wśród kapłanów katolickich,
niegdyś będąca ściśle chronioną tajemnicą, przestała nią być obecnie. Kościół
katolicki stał się przedmiotem największego skandalu we współczesnej historii.

 Wielu księży, którzy kiedyś poświęcili się służbie ludziom i
bogu, odsiaduje teraz wieloletnie wyroki. Ojciec David Holley został uznany
winnym wykorzystania seksualnego ośmiu chłopców. Skazano go na 275 lat
więzienia. Będzie mógł wyjść na warunkowe zwolnienie za osiemnaście lat. Ojciec
Gilberl Goethe, któremu udowodniono molestowanie dziesiątków dzieci, po ugodzie
z sądem, odsiaduje wyrok zaledwie dwudziestu dwóch lat więzienia, ale bez
możliwości zwolnienia warunkowego. Ojciec Patrick White, który filmował
uprawianie przez siebie seksu z małymi chłopcami, od czterech lat odsiaduje
dwudziestoletni wyrok za seksualne wykorzystywanie dzieci.

 Gniew tysięcy ofiar pedofilii zmusił kościół katolicki do
wyciągnięcia głowy z piasku i stawienia czoła faktom -przyjęcia do wiadomości,
że ucierpiały tysiące dzieci, którym nie miał kto pomóc.

 Zaradzenie problemowi - czy jest to pedofilia, czy
alkoholizm - polega przede wszystkim na przyznaniu, że taki problem w ogóle
istnieje.

 W roku 1988 władze kościoła katolickiego odkryły
sto sześćdziesiąt amatorskich kaset video, na których ojciec Dino Cinel
uprawiał seks z nastoletnimi chłopcami. Kościół, uznając te taśmy za przejaw
istniejącego problemu, przekazał je prokuratorowi. W Seminarium św. Antoniego w
Santa Barbara w stanie Kalifornia pojawił się podobny problem - co najmniej
dwunastu księży urządziło orgię z udziałem chłopców w wieku od siedmiu do
czternastu lat. W roku 1993 kościół katolicki, słowami ojca Josepha Chinnici,
złożył przeprosiny w następujący sposób: „Czyny popełnione przez naszych braci
są doprawdy straszne. Brzydzimy się tego, co się stało". Kiedy w
Seminarium św. Antoniego wdrożono śledztwo, ojciec Chinnici nie uważał sytuacji
za naprawdę poważną: „Myliłem się - przyznał później. Nie jest łatwo mówić
publicznie o tak strasznej prawdzie, rujnującej zaufanie ludzi do nas..."

Jerzy Cieślański 24-10-11 16:50

Dieta, i kobieta, czyli nie wieta jak jeta.
Za tzw. komuny uczono tego dzieci już w połowie szkoły podstawowej.
Teraz, wykreowani celowaną reklamą specjaliści, robią na serwowaniu
tych zapomnianych oczywistości fortuny. Ogólnie rzecz biorąc mamy tak
wcinać co by smakowało ale więcy niźli potrza, siem ni chciało.

To jest łatwe, po prostu, choć nieco sztywne czasowo. Nawet chuć w tym
pomaga. Albowiem, za prawdę wam powiem, bo pewnikiem nie wieta. Udając
orgazm, kobieta zużywa trzykrotnie więcej kalorii niż gdy przeżywa go w
realu. Może dla tego otyłe i korpulentne są dla wszystkich bardziej
miłe? I zawsze chętne. Podczas gdy niektóre chude, na miłość hurtową,
decydują się z trudem. A bywa często, że zasuszone, nie jedne, są w
doborze partnerów wyjątkowo wybredne.
Obniżenie udziału tkanki tłuszczowej w ogólnej masie ciała, pośrednio
wpływa na zwiększenie poziomu hormonów płciowych, zwłaszcza
testosteronu u mężczyzn i progesteronu u kobiet. Hormony te
odpowiedzialne są między innymi za zwiększenie chęci do podejmowania
aktywności życiowej, w szczególności seksualnej. I zanik potrzeby
udawania orgazmów. Teraz, zamiast udawania jednego orgazmu, dla tego
samego zdrowotnego efektu, kobiecie na diecie wystarczą trzy orgazmy
prawdziwe. I czwarty per rectum. Po kompocie ze śliwek. Odchudzone
Przodownice szczytowania, wręcz własną cnotą ręczą, że się przy tym co
najmniej trzykrotnie mniej męczą.

Do zachowania stałej masy ciała niezbędna jest równowaga pomiędzy
ilościami energii pożeranej i zużywanej przez organizm. Aby
zchódźtrochieschuść, trza tej energii więcej zużywać niż spożywać. Po
to, w odchudzaniu bawimy się w wyliczanie i odczytywanie wartości
kalorycznej nabywanych produktów żywnościowych i zestawianych z nich
posiłków. Zużycie energii na życie, z grubsza, zależy od wieku, rodzaju
aktywności fizycznej i intelektualnej, stanu zdrowia psychicznego a
nawet pory roku. Duży wpływ na procesy przemiany materii a nawet
nastroju psychicznego ma prawidłowe funkcjonowanie tarczycy. Wzajemnych
zależności jest więcej ale nie ma sensu zagracać miejsca ich
wymienianiem w i tak przydługaśnym tekście.

Aby tracić zbędne kilogramy sadła zdrowo i bezpiecznie, warto czynić
tak pod opieką lekarza-specjalisty od jadła. Lekarz przed dobraniem
diety z reguły zleca badania krwi, poziomu hormonów tarczycy i kory
nadnercza. Do tego nie potrzeba żadnych cudownych zagrab-manicznych
specyfików, które odchudzają z reguły nasze portfele zamiast kałduna.

W utrzymaniu równowagi cielesnej pomaga spożywanie posiłków w stałych
odstępach czasu i porach dostosowanych do naszej indywidualnej
aktywności dobowej. Sprzyja też równowadze psychicznej. Odpowiednio
częste spożywanie posiłków, zawsze o tych samych, stałych, porach doby
przyzwyczaja naszą psychikę do poczucia swoistego bezpieczeństwa
żywieniowego. W tym stanie zanika podświadomy, prymitywny, zwierzęcy
lęk przed głodem, warunkujący, na ogół, trudne do opanowania obżeranie
się “na zapas” nadmiernymi ilościami pożywienia. Wpływa to, po części,
na ogólne zmniejszenie poziomu zachowań lękowych. Zanika też częsta
potrzeba pojadania między stałymi posiłkami, zwłaszcza słodyczy. Dzięki
temu, organizm, zdaniem niektórych dietetyków, przestaje gromadzić
nadmierne zapasy energii w postaci tkanki tłuszczowej i tym samym wraca
do wagi przeciętnej. Uzyskany w ten sposób, dodatkowy efekt chudnięcia,
poprawia aktywność i sprawność fizyczną u większości otyłych osób i
ogólne samopoczucie. Co prawda, obżarstwo, na ogół chwilowo, również
poprawia nastrój i obniża poziom lęku ale uniemożliwia świadomą
kontrolę racjonalnej kaloryczności spożywanych posiłków.

U niektórych tak “przeregulowanych” (stałym rytmem żywieniowym) osób
zanika też typowy głód przed planowanymi posiłkami. Dla tego lekarze
ordynujący tę dietę uczulają, aby nasze posiłki zjadać zawsze o
ustalonych porach i w ustalonej wielkości, nawet jeśli mamy się do nich
po prostu zmusić, bo akurat nie czujemy głodu, czy nawet chwilowy
wstręt do jedzenia. W przeciwnym razie, po opuszczonej stałej porze
posiłku wystąpi uczucie głodu skutkujące pałaszowaniem wielokrotnie
przekraczającym zaplanowane w naszej diecie porcje kalorii.

Za psychiczne uczucie głodu i sytości odpowiada mechanizm neuronalny
oparty na testowaniu poziomu serotoniny, neuroprzekaźnika
warunkującego, między innymi, samozadowolenie. Wspomniane podświadome
poczucie bezpieczeństwa żywieniowego stabilizuje i wzmacnia reaktywność
układu serotoninowego i jego pozytywny wpływ na motywacyjne walory
dobrego nastroju. Odpowiednio dobrany skład diety zrównoważonej
dodatkowo wspomaga wewnątrz ustrojowe procesy wytwarzania serotoniny.
Wysoki poziom serotoniny zapewnia poczucie równowagi psychicznej i dużą
odporność na stres, wzmacnia zdolność do kontrolowania własnych emocji,
zwiększa asertywność i pewność siebie w relacjach społecznych, poprawia
samoocenę np. wzmaga poczucie własnej wartości i zadowolenie z dokonań
życiowych. Zdrowa sprawność układu serotoninowego wygasza stany lękowe
i generowany nimi nadmierny stres egzystencjonalny. Stąd,
prawdopodobnie, wynika obserwowany ogólny wzrost optymizmu w osobniczym
postrzeganiu własnej przyszłości. Niektóre wychudłe grubasy twierdzą,
że dieta zrównoważona wywołuje w ich psychice pozytywne zmiany
porównywalne do obserwowanych wcześniejszych własnych odczuć podczas
terapii środkami antydepresyjnymi.

Duże znaczenie, przy ustalonym indywidualnym rytmie aktywności dobowej
każdego człowieka ma odpowiednio dostosowany do tego rytmu stały
harmonogram żywieniowy. Pierwszy posiłek należy zjeść w ciągu godziny
od obudzenia a ostatni przynajmniej 2-3 godziny przed zaśnięciem . Aby
trzymać się stałych godzin posiłków warto mieć stałe pory snu i
budzenia. W wielu wypadkach trzeba, w podróż lub do pracy, zabierać
odpowiednio przygotowane posiłki. Przy założonej typowej przerwie
między pięcioma posiłkami np. 3 -godzinnymi, okazjonalne lub stałe
wydłużenie łącznego czasu aktywności dobowej, wymaga dla założonej
bezpiecznej prędkości chudnięcia, zwiększenia wartości kalorycznej
diety. Innymi słowy, dodania następnego posiłku, rano lub w nocy, w
ustalonym przedziale czasowym .

W utrzymaniu regularności posiłków pomaga ustawienie na telefonie
komórkowym alarmów posiłkowych. Przeszkadzają natomiast wszelkie
konwenanse towarzyskie oparte na wzajemnym częstowaniu posiłkami i
napojami. Błędnie rozumiane przez Polaków gościnności kulinarnej lub
prymitywne odruchy społecznej zasady odwzajemnienia przysług
spożywczych mogą być przyczyną licznych komicznych nieporozumień
interpersonalnych. Jest, też spora, grupa ludzi, którzy są wręcz
uzależnieni od świadomie oczekiwanego efektu wymanipulowanej
wdzięczności jakiej spodziewają się od częstowanych na siłę zjadaczy.
Ponieważ dieta zrównoważona wzmaga asertywność dietatowiczów, na ogół,
w swej większości, stroną odczuwającą dyskomfort psychiczny w wyniku
odmowy skorzystania z poczęstunku są w kółko żrący i częstujący.

Przed każdym posiłkiem szybko wypijamy od 1 do 2 szklanek napoju
bezsmakowego, bez cukru, bez cytryny, np. herbaty lub wody mineralnej
niegazowanej, w zależności od potrzeb. Nie popijamy w trakcie jedzenia.
W miarę możliwości unikamy kawy, alkoholu, które stymulując stresogenne
obszary mózgu wywołują w nim niedobory serotoniny warunkujące chęć
poprawienia sobie samopoczucia ponadprogramowym żarełkiem. Sam posiłek
zjadamy jak najwolniej, dokładnie gryząc, żując i mieszając ze śliną.
Na ogół własną, ale cudza w czasie pocałunków przy stole tyż nie
przeszkadza. Można przy tem, cmokając medytować i zachwycać się
mieszaninami kilku smaków przekazywanymi do mózgu przez kubki smakowe
języka. Natomiast błogosławione mlaskanie, czyli mieszanie powietrza z
jedzeniem, wzmaga niebotycznie odczuwanie bukietu milionów aromatów,
którymi delektujemy się wypuszczając przez nos pochłonięte powietrze w
czasie smakowitego mlaskania. Dla tego wszelkie siorbanie gorących zup
i napojów sprzyja wyzwoleniu naszego psychicznego zadowolenia
kulinarnego wbrew zaściankowym stereotypom i przesądom zachowania się
smakoszy przy stole.

W czasie pierwszego miesiąca odchudzania warto sobie przed posiłkiem i
w czasie żarcia pamiętać regułę, że uczucie sytości wystąpi dopiero po
około 20 minutach od spożycia posiłku. W przetrzymaniu owych
stresujących (głodowych) minut pomaga wspomniane powolne spożywanie
posiłku i dokładne przeżucie wszelkich pokarmów na ciekłą papkę. I
orgazmy, wygłaskane orgazmy, bo zakochani ponoć żyją samą miłością.
Bezwzględnie wystrzegamy się wszelkiego podjadania między posiłkami.
Jeśli jednak koniecznie chcemy sobie pofolgować w łamaniu górnej
bariery kalorycznej, czyńmy to jedynie w czasie regularnych posiłków.

Przy zachowaniu całkowitego dobowego spożycia kalorii na typowym
poziomie 2 tys. pałaszujemy wszystko bez wyjątków. Surowe warzywa i
owoce w każdym posiłku, objętościowo sprawiają, na osobach postronnych,
jak ja, zazdrosne wrażenie, wołające w mniemaniu sprawiedliwości
własnych żołądków o pomstę do nieba, że żremy bez opamiętania i żadnych
widocznych konsekwencji.

Krytyczny dla diety odchudzającej warunek dochowania norm kalorycznych, nie wyklucza zabawy w fanów zdrowej żywności.
Skład posiłków zestawiamy zgodnie z ilościową metaforą tzw. piramidy
żywnościowej. Futerujemy najwięcej węglowodanów złożonych, potem
warzywa i owoce, mniej tłuszczy a stosunkowo najmniej białek. Białko
zwierzęce praktycznie nie zbędne do produkcji serotoniny, w każdym
posiłku a jego główna, największa dawka, w około południowym obiedzie.
W każdym posiłku, oprócz obiadu, fermentowane bakteriami mlekowymi
przetwory mleczne, bo wapń wspomaga prawidłową przemianę materii.
Surowe owoce i warzywa tyż poprawiają. Bakterie mlekowe, również w
kiszonych ogórkach i kapustach, korzystne są dla prawidłowej pracy
układu pokarmowego, wydalniczego i odpornościowego.

Osoby mające problemy z nadmiarem drożdży, jeśli chcą, mogą unikać
pieczywa drożdżowego na rzecz chleba na tzw. zakwasie, czyli z ciasta
spulchnianego, przed upieczeniem, gazami fermentacji bakterii
mlekowych. Jeszcze lepszy efekt antydrożdżycowy osiąga się dodatkowymi
porcjami bakterii mlekowych z kiszonek warzywnych i przetworów
mlecznych do każdego posiłku. Zasadniczo jednak drożdżycę leczy się
lekami farmakologicznymi przepisanymi przez lekarza, np. flukonazolem.
Dieta jedynie wspomaga proces leczenia i zmniejsza ryzyko nawrotów
drożdżycy. Podobnie jest z depresją, której bez pomocy lekarza
psychiatry i odpowiedniej farmakologii samą dietą nie wyleczymy mimo,
że nastrój poprawia.

Poniższe przykładowe zestawienie pomaga w magicznych rachunkach kalorycznych.

WYMIENNIKI CHLEBOWE
1 wymiennik chlebowy dostarcza ok. 70 kcal, 2 g białka, 15 g węglowodanów przyswajalnych

kasza, ryż, makaron, płatki
suche---20 g---2 płaskie łyżki
gotowane---40 g---1 kopiasta łyżka
pieczywo zwykłe---30 g---1 kromka
pieczywo chrupkie---30 g---2 szt.
ziemniaki obrane---100 g---1 średniej wielkości

WYMIENNIKI WARZYWNE
1 wymiennik warzywny dostarcza ok. 30 kcal, 2 g białka, 6 g węglowodanów przyswajalnych

burak obrany---100 g---1 średni
kapusta poszatkowana---100 g---1 szklanka
marchew obrana---100 g---1 średnia
ogórek świeży---100 g---1 średni
pomidor---100 g---1 średni

WYMIENNIKI OWOCOWE
1 wymiennik owocowy dostarcza ok. 40 kcal, 10 g węglowodanów przyswajalnych

grejpfrut---100 g---1/2 średniej szt.
jabłko---100 g---1 mniejsze
kiwi---100 g---1 średnie
mandarynka---100 g---1 duża
morele---100 g---2 duże szt.
pomarańcza---100 g---1 mała
truskawki---100 g---11 średnich szt.

WYMIENNIKI MLECZNE
1 wymiennik mleczny dostarcza ok. 100 kcal, 6 g białka, 2 g tłuszczu, 10 g węglowodanów

jogurt 1,5%tłuszczu---150 g------2/3 szklanki
kefir 1,5%tłuszczu---200 g---1 szklanka
maślanka 0,5%tłuszczu---200 g---1 szklanka
mleko 1,5-2%tłuszczu---200 g---1 szklanka

WYMIENNIKI MIĘSNE
1 wymiennik mięsny dostarcza ok. 40 kcal, 6 g białka, 2 g tłuszczu

chude mięso---30 g---kawałek 5x5x1 cm
chude wędliny---30 g---4 cienkie plasterki
ryby---40 g---kawałek 5x5x1 cm
ser twarogowy---30 g---1/8 kostki

WYMIENNIKI TŁUSZCZOWE
1 wymiennik tłuszczowy dostarcza 45 kcal, 5 g tłuszczu
majonez---6 g---1 łyżeczka
margaryny niskokaloryczne-10 g---2 łyżeczki
margaryna---6 g---1 łyżeczka
masło---6 g---1 łyżeczka
olej roślinny---5 g---1 łyżeczka

Przykładowo, dzienny jadłospis diety zrównoważonej wygląda tak jak poniżej opisała mi na serwetce koleżanka Anka.

Śniadanie.
2 plasterki cienkie wędliny chude
100g warzyw (marchew, burak pomidor, ogórek, kapusta, kalafior, brokuł,
1 łyżeczka masła (mała),
0,5 szklanki mleka, maślanki, kefiru, jogurtu naturalnego (do 2% tłuszczu)
2 kromki chleba(60g),
lub 1kromkę chleba zamienić na 2 łyżki płatków owsianych.

II śniadanie
1 kromka chleba, (lub 2 kromki chrupkiego pieczywa),
1 plasterek wędliny,
200g owocu (jabłko, pomarańcza, kiwi, grapefruit, truskawka, malina),
lub 70g banana, ananasa lub winogrona),
0,5 szklanki mleka, maślanki, kefiru, lub jogurtu,

Obiad
300g warzywa,
300g ziemniaków lub 120g kaszy, makaronu,
70g miesa,
2 łyżki tłuszczu

Podwieczorek taki jak II śniadanie,
Kolacja taka jak śniadanie.

PZDR, Jerzuś Jerzegosyn Cieślański

Janusz 10-11-11 16:18

Do prawdy cud dieta. Ja w Q...rzony powodzeniem, mojej byłej Venus z Milo, zbiedniałem w miesiąc dwadzieścia kilo. Chódź wcale jej nie stosowałem. A chudłem zez zazdrości jak zadurzony ogier w hormonalnej młodości. I do tej pory jeszcze uśmiechowi losu nie wierzę, że z braku baby można tyle dymać, kilometrów na rowerze. I nie męczyć graby. Uwaga, mężowie, nagminnie się zdarza, że odchudzone grubaski, już po kilku ubyłych kilogramach, mydląc oczy ślubnemu przybłędzie, zakochują się w odchudzających je lekarzach. W pierwszym rzędzie. A potem ten ich pociąg, to już kur... wagonem leci, jak w szczycie urlopowym na portowy Szczecin. Bowiem, wyszczuplone baby, znienacka, jak księżniczki z żaby, cudowną przemianą w potencjalną królewnę, czują się cokolwiek swej atrakcyjności niepewnie. Więc aby se zmaterializować dowody urody, kościste dziewuszki zdradliwie częstują, dotąd wierne cip... uszki, wszystkim jurnym zbujom. Jako byłe grube, naiwnie tłumaczą, że tylko na próbę, z lekka się łajdaczą. W błogiej nieświadomości, po super diecie, żonkosie, pantoflarze i gapowate ofermy, będą hołubić u swego boku chudnące banki cudzej spermy, miast spasionej ślubnej cnotki. Z nowymi cyckami wielkości żołędzi i dupką w rozmiarze gruszki bergamotki. Wiadomo, kto nie z boku ...prędzej ździebło... niźli belkę we własnym oku... O ile sami w porę nie przejmą seksualnej inicjatywy. Pobożny zakochany baran, gdyby się grzechu nie bał, chętnie by jej, w zazdrości, odważnie jak taran, wykrzyczał, prosto w... plecy,: “Nawet pies cię jeb... auuł!” Cichutko, by nie zbudzić. Lub, jeśli odeszła, obmawiać wśród ludzi. Że wredna i nie wierna. Że na jego majątek ino była pazerna. Oszukała! Bo tak bardzo był pewny wieczności jej cnoty, kiedy w ustach trzymała jego własne klejnoty. I zapija, wstydliwie tchórzliwy brak chęci, by do lustra zapytać czemu już jej nie kręci. Boże ach boże, pocóż, z twojej łaski, woli teraz doić młodszym bykom laski? I wciąż go nachodzi ta myśl chorowita; a może przed ślubem za mało była bita? Albo jak się powraca zbyt późno z roboty, warto było założyć z druta jaki pas cnoty?”. W praktyce, urodzony pierdoła, z dorobkiem materialnym gorzej niż mizernym, zaślubionej niewieście pozostaje wierny. Bo dzieci. Bo żadna, za darmo, już na niego nie poleci. Więc modli się do boga. Chla nalewki z głoga. I beczy. Bredząc, że z miłości seksualnie pości. Wszak bogobojny alkoholik coraz gorzej drmucha, bo mózg mu się marynuje i wiotczeje grucha. Z alkoholizmem zawsze współwystępuje zazdrość i niskie poczucie własnej wartości. W szczucia poczuciu obowiązku, wspomnę poradnik dla teściowych “Zazdrosny partner. Jak radzić sobie w skażonym zazdrością związku”. Autor Nina Brown, ISBN 83-7301-866-2. Dla pewnych swego zalotników polecam książkę “Wojny plemników”, ISBN 83-7120-766-2. Autor Robin Baker figlarnie opowiada jak bardzo powszechna, niezbędna do rozwoju gatunków i ewolucyjnie uzasadniona jest tzw. seksualna zdrada. Na stronie internetowej Tokfm (do ściągnięcia i odsłuchania formacie mp3) rozmowa z psychiatrą Hubertem Kowalczysem o leczeniu klinicznym chorobliwej zazdrości, w tym syndromu Otella. Jest to choroba psychiatryczna zaliczana grupy przetrwałych zaburzeń urojeniowych dawniej zwanych paranoją. [url=[LINK] z psychiatrą Hubertem Kowalczysem o leczeniu klinicznym chorobliwej zazdrości[/url] Zażywając alkoholu mężowie, z policyjną podejrzliwością, przypatrują się spode łba wszystkim nie znajomym gościom. Nie słusznie. To statystycznie jest trend dowiedziony, że nie z obcymi, lecz z bliskim znajomym lub kolegami męża, zdradzają najczęściej, wyrachowane żony. Gdy z upływem wódy wzwód całkiem zanika samolubnie pilnują jak pies ogrodnika. Pomimo, że na ringu powinności z cholerą, stosunek unikalny czyli zero:zero. Nawet, ręcznych sparingów ni ma z braku laku. Rogacze z mózgiem, jeszcze nie do końca, wypalonym wódą, mogą troskliwie tuczyć zaślubione cudo w intencji dochowania małżeńskiej wierności. I ukrócenia, ruchliwej żonce, cudzołożnego kateringu weselnych seks-karesów. W trosce o honor oklapłego interesu. By obłą wagą tłustego kaszalota została wymuszona rozmodlona cnota. Z nadzieją, że na grubą rurę fałdowaną w balerony, nie zakłusuje nawet burek wygłodzony. W najgorszym razie, dopuszcza zatem, wykolejonego celibatem, zboczeńca z ambony na mszalnym gazie. Ale księdzu powiernikowi, raz do roku, wolno zagościć w każdym parafialnym kroku. Bo, bez ruchania uwierzcie mi, “...i rak jest ryba...”, nie zależnie od płci. Kolegów, kawalerów, co wolnymi ptakami, nie ostrzegam, przed, tej diety, rozwiązłymi skutkami. Albowiem na stu zapytanych, tylko paru, nie chciało by się, w tak wyszukanie dżentelmeński sposób, pozbyć słodko starego ciężaru. Podobno w tej metodzie i jej genialności najbardziej sobie cenią brak babskiej mściwości. Nie jeden wrażliwiec, trwał w związku nie miłym, bo lękał się jej złorzeczeń. Tych “o wszystkich jej byłych”. W procedurze rozejścia, pociągową rolę odgrywa zadzierzgnięty w wolną wolę spryt doświadczonej kobity, latami praktykującej, na oswojonym chłopie, wszystkie babskie chwyty. “Kto pod kim dołki kopie...” Na otyłość męską, nadzwyczaj jest zdrowe, subtelnie “usamodzielniać” kochanki. Na nowe! I dla tej Nowszej, w nadziei jest miłe, zwalić wątpliwości o niestałość samca, na jawne puszczalstwo jego przedostatniej byłej. I z woli bożej, pociąg do ruszańca!

Olga 07-08-12 16:02

Euforia dla każdego Euforia to nieczęsty stan naszego organizmu. I całe szczęście. Długo byśmy tak nie pociągnęli. Euforia zużywa ogromne ilości energii, a nie sprzyja jej dostarczaniu - nie chce się jeść ani spać. Działamy jak na turbodoładowaniu. Krótko, ale intensywnie. Prądem, a przyjemnie Taki stan możemy przeżywać dzięki strukturze w naszym mózgu, która została stworzona właściwie tylko po to, by nagradzać różne nasze zachowania przyjemnością. To układ nagrody. Na początku lat 50. odkryło go dwóch naukowców - James Olds i Peter Milner. I, jak często w nauce bywa, pomógł im przypadek. Badali szczury - drażnili prądem różne regiony ich mózgu, sprawdzając, jak to wpływa na zdolności uczenia się. Na skutek błędu technicznego - wygięcia elektrony w trakcie jej wprowadzania - wylądowała ona dość daleko od miejsca przeznaczenia. Puszczono słaby prąd. Ku zaskoczeniu badaczy okazało się, że zwierzę znajdowało w tym prawdziwą przyjemność. Z chęcią wracało do doświadczenia. Olds i Milner zmodyfikowali eksperyment w ten sposób, że szczur mógł sam, naciskając dźwignię, przepuszczać prąd przez mózg. Robił to niemal bez przerwy. Samodrażnienie elektryczne opisano potem u bardzo różnych zwierząt, poczynając od złotych rybek, poprzez świnki morskie, psy, koty, aż po delfiny, małpy i ludzi. U człowieka można było dowiedzieć się o jakości przeżyć. Drażnienie miejsc powodujących przyjemność wywoływało uczucie ogólnego uniesienia, szczęścia i bardzo dobrego samopoczucia, czasem wręcz euforii. W normalnych warunkach układ nagrody nie jest, oczywiście, pobudzany prądem elektrycznym, ale odpowiednimi substancjami chemicznymi wytwarzanymi przez móżg - neuroprzekaźnikami. Należą do nich dopamina, serotonina oraz związki przypominające narkotyki pozyskiwane z opium [endorfiny, przypominające w działaniu opiaty - przyp. scream]. Narkomani miłości Główną rolę w wytwarzaniu uczucia przyjemności odgrywa dopamina. Jej nadwyżka powoduje nadmiernie pobudzenie psychiczne, euforię oraz wygórowane mniemanie o znaczeniu wszystkiego [vide amfetaminowcy - przyp. scream]. W mózgu poza układem nagrody wzdłuż trzech szlaków są rozmieszczone komórki reagujące na dopaminę. Aktywacja pierwszego nadaje człowiekowi napęd fizyczny, drugiego wzbudza chęć działania, trzeci uruchamia poczucie zadowolenia i dodaje energii psychicznej. Emocje nie są w naszej głowie rozmieszczone symetrycznie. Naukowcy na podstawie obserwacji zmian w zachowaniu ludzi z uszkodzeniami mózgu przypuszczają, że prawa półkula jest bardziej wrażliwa na emocje negatywne, a lewa zawiaduje poczuciem zadowolenia i euforii. Prawdziwy zalew mózgu dopaminą następuje w pierwszej fazie zakochania. Neurochemicy twierdzą nawet, że miłość to sprowokowany chemicznie stan szaleństwa. Gdy dwoje ludzi ulega fascynacji sobą, w ich mózgach następuje eksplozja takich neuroprzekaźników jak noradrenalina i peptydy opioidowe. Zakochani doznają uczucia euforii, przyśpieszonego bicia serca i "unoszenia się w powietrzu". O wywoływanie takich doznań w równym stopniu co dopaminę podejrzewa się związek chemiczny o nazwie fenyloetyloamina (PEA). Ona powoduje, że zakochani są ślepi na wady swego wybranka i przesadnie optymistyczni co do planów na przyszłość. Gdy substancję tę podano myszom, zaczęły piszczeć i podskakiwać. Pewien pawian potrafił przez trzy godziny 160 razy nacisnąć pedał urządzenia do ćwiczeń, by dostać nagrodę w postaci jedzenia zawierającego PEA. Szkopuł w tym, że nasz mózg dość szybko "nudzi się" i euforia znika. Możemy sobie co prawda zafundować chemiczny odpowiednik miłosnego uniesienia, zażywając pochodne PEA - meskalinę czy ekstazy. Ale to nielegalne i bardzo niezdrowe. Prostszym sposobem zaspokojenia uczucia niedoboru neuroprzekaźników jest znalezienie nowego partnera. To "napędza" produkcję kolejnej porcji euforycznej substancji. Osoby ulegające takim wpływom swojego móżgu wcale nie należą do rzadkości. Nazywa się je love junkies, czyli narkomanami miłości. Dieta albo orgazm Czy jednak poza narkomanią i rozwiązłością nie ma już innego sposobu na życie w euforii? Spragnionych wrażeń nauka nie pozostawia bez nadziei. Po pierwsze, można szukać pociechy w diecie. Euforyczne posiłki powinny składać się głównie z czekolady, sera i wody różanej. Jak się bowiem okazuje, te produkty zawierają fenyloetyloaminę. Jeśli natomiast preferujemy zdrowy styl życia, badacze polecają intensywne uprawianie ćwiczeń fizycznych. Naukowcy z Nottingham Trent University przebadali 20 zdrowych mężczyzn o średniej wieku 22 lata. Musieli oni wykonywać tygodniowo około czterech godzin aerobiku i ćwiczeń siłowych o różnym natężeniu. Po ćwiczeniach pobierano od nich próbki moczu i oznaczano w nich poziom fenyloetyloaminy. Największy jej wzrost zaobserwowano u tych mężczyzn, którzy oceniali ćwiczenia jako ciężkie. Oni także mieli najlepszy nastrój, rozpierała ich energia. Nie lubisz ćwiczeń na bieżni? Ćwicz we własnym łóżku. Zaobserwowano, że neurony w dużych ilościach produkują fenyloetyloaminę także podczas orgazmu. Euforia w góry pcha Uczucie euforii możemy przeżywać czasem w dość zaskakujących okolicznościach. Poziom fenyloetyloaminy wzrasta w moczu skoczków spadochronowych w chwilę po wylądowaniu. O uczuciu euforii opowiadają też nurkowie głębinowi i alpiniści. W obu ostatnich przypadkach spowodowane jest to niedotlenieniem mózgu. Opisane są przypadki alpinistów, którzy pod wpływem euforii wysokościowej próbowali dokonać rzeczy niemożliwych, nie dbając przy tym o własne bezpieczeństwo - wyrzucali sprzęt i rękawice, nie zwracali uwagi na zapięcie śpiwora. Amerykańscy naukowcy wyjaśniają to w ten sposób: brak tlenu jest dużym stresem dla organizmu, który wtedy jest w stanie wytworzyć w płynie móżgowo-rdzeniowym białka podobne do morfiny, powodujące reakcje zbliżone do tych, jakie następują po twardym narkotyku. Niektórzy uważają nawet, że jest to jedyny powód, dla którego ludzie wchodzą na wysokie szczyty. Maniakalni artyści Euforia może być także objawem choroby układu nerwowego. Połączona zwykle z bezkrytycyzmem pojawia się przy różnego rodzaju uszkodzeniach móżgu. Błogostan wyrażający się bardzo dobrym samopoczuciem i optymistycznym nastawieniem do swej sytuacji niewspółmiernym do realiów jest często symptomem manii. Chory dotknięty manią jest bardzo aktywny, nie odczuwa zmęczenia, mało sypia, czasem jest pobudzony seksualnie, skłonny do dowcipkowania, bardzo łątwo wydaje pieniądze, wszystkie okoliczności interpretuje jako korzystne dla siebie. Czasem jest też drażliwy, łatwo popada w konflikty z otoczeniem, ma poczucie wyższości oraz przesadnie wysoko ocenia swoje możliwości [uwaga hipochondrycy - przyp. scream]. Mania może występować po zatruciach, zwłaszcza narkotykami i alkoholem [alkohol to też narkotyk - przyp. scream], zdarza się też w schizofrenii i psychozach. Kay Redfield Jamison, profesor psychiatrii Szkoły Medycznej Uniwesytetu Johna Hopkinsa, uważa, że wielu artystów było dotkniętych tą przypadłością. - Być może dzięki temu właśnie byli artystami? - zastanawia się. W latach 80. przebadał 47 angielskich i amerykańskich artystów. U 30 procent wykrył zaburzenia nastroju - okresowe napady euforii przeplatane depresją. Połowa takich zaburzeń występowała wśród poetów. Jamison przeanalizował też dzieła muzyczne Roberta Schumanna. - Zestawione według roku powstania dowodzą zależności pomiędzy nastrojem a kreatywnością - mówi badacz. - Muzyk komponował głównie w stanie maniakalnym. Nie ma się jednak co dziwić jego chorobie. Oboje jego rodzice cierpieli na depresję, dwoje innych krewnych popełniło samobójstwo. On sam dwa razy podejmował próby samobójcze. Zmarł w przytułku dla umysłowo chorych. Podobnych zaburzeń Jamison dopatrzył się u angielskiego pisarza epoki wiktoriańskiej Alfreda Tennysona. Humor budzi się latem Naukowcy wiedzą od dawna, że za euforię i depresję odpowiedzialna jest także pora roku. Są miesiące, kiedy jesteśmy bardziej podatni na jedno lub drugie uczucie. Dlaczego? - Człowiek współczesny powstał i wyewoluował w Afryce. Stamtąd tysiące lat temu przyszliśmy do Europy. Jesteśmy nieprzystosowani do życia w zimnie i ciemności - wyjaśnia doktor Bogusław Pawłowski, antropolog. Dlatego gdy po wpędzającej nas w depresję zimie i sennym przesileniu wiosennym przychodzą wreszcie ciepłe, słoneczne dni, popadamy w rodzaj delikatnej manii. Specjaliści mówią nawet o hipomanii letniej. Zaczynamy być bardziej aktywni, roznosi nas energia, podwyższa nam się nastrój i samoocena. Potrzebujemy mniej snu. Wyglądam przez okno. Promienie słońca grzeją policzki. Lekka euforia...której i Państwu życzę. Olga Woźniak Przekrój nr 16/3017 - 20 kwietnia 2003

Kaśka 08-08-12 13:48

Alchemia Miłości Rozmowa z prof. Jerzym Silberringiem z Collegium Chemicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie "Przy gwałtownym zakochaniu, pojawiają się peptydy opioidowe, mające m.in. działanie typowo oszałamiające. Są to endogenne morfiny. Podawane w doświadczeniach naukowych szczurom powodują, że tracą one zdolność rozumowania, orientacji w terenie, normalnej percepcji..." - Miłością od wieków zajmują się poeci, powieściopisarze, dramaturdzy i inni przedstawiciele świata sztuki. Okazuje się jednak, że jest ona również przedmiotem dociekań naukowych i to nauk ścisłych. Czy oznacza to, że miłość jest nie tyle stanem duszy, co naszego ciała? - Można tak powiedzieć. Gdy dwoje ludzi ulega fascynacji sobą, to prawdziwa eksplozja następuje w ich mózgach. Dochodzi do niezwykle silnego uaktywnienia neuroprzekaźników, takich jak noradrenalina, dopamina i peptydy opioidowe. Zakochani doznają uczucia euforii, "unoszenia się w powietrzu" i odurzenia podobnego do narkotykowego. Powodem jest ta właśnie, całkiem nieromantyczna, dawka związków chemicznych. Procesy, jakie zachodzą wtedy w ludzkim mózgu, są podobne do mechanizmu rządzącego uzależnieniami. Opiera się on m.in. na układzie nagrody, w którym wiodącą rolę odgrywa dopamina. Układ nagrody przypomina nam o przyjemnych rzeczach, jakich doświadczyliśmy i że warto byłoby je powtórzyć. Dotyczy to zarówno pobytu w pubie, gdzie miło spędziliśmy czas, jak i np. narkotyków. W oparciu o ten właśnie mechanizm powtórzeń, szukając nowego partnera, na ogół wzorujemy się na poprzednich wyborach. - Czyli ludzie skłonni do uzależnień byliby także bardziej skorzy do częstych zmian partnerów i wielu miłostek? - To logiczny wniosek. Są osoby, które skaczą z kwiatka na kwiatek, by utrzymać stan neuroprzekaźników na poziomie nasycenia. Uczucie niedoboru neuroprzekaźników w ośrodkowym układzie nerwowym stanowi bowiem bodziec i zachętę dla naszego organizmu do rozpoczęcia poszukiwań kolejnego partnera. To z kolei napędza produkcję nowej porcji wspomnianych substancji wywołujących euforyczne, przyjemne wrażenia. Osoby ulegające takim wpływom swojego mózgu nazywamy love junkies, czyli narkomanami miłości. Sama jednak miłość, jakiej powszechnie doświadczamy, uzależnieniem nie jest. - W której części mózgu rodzi się miłość? - Tego jeszcze nie wiemy. Wiadomo tylko, gdzie rodzą się emocje towarzyszące temu uczuciu. Jest to jedna ze struktur mózgu o nazwie jądro migdałowate. Zanim jednak dojdzie do przypływu uczuć, być może muszą zadziałać feromony - związki wydzielane przez większość niższych organizmów, takich jak owady, gryzonie czy niektóre ssaki. To one mają prawdopodobnie główny wpływ na dobór partnera, ale też mogą działać zupełnie odwrotnie, czyli odpychająco, i powodować odrzucenie zalotów. U człowieka na razie nie wykazano istnienia takich związków, i pozostaje nam przyjąć tezę, że człowiek jest jednak typowym wzrokowcem. - Na ile, w aspekcie tych chemicznych rozważań, prawdziwe jest określenie "oszaleć z miłości"? - Przy gwałtownym zakochaniu, pojawiają się wspomniane peptydy opioidowe, mające m.in. działanie typowo oszałamiające. Są to endogenne morfiny. Podawane w doświadczeniach naukowych szczurom powodują, że tracą one zdolność rozumowania, orientacji w terenie, normalnej percepcji. Miłość sprawia też, iż podnosi się poziom serotoniny, odpowiadającej za nastrój. Jej niedobór prowadzi do depresji, stąd leki antydepresyjne podnoszą właśnie poziom serotoniny. - Czy po nieodwzajemnionym uczuciu można spodziewać się równie pozytywnych rezultatów? - Bez tej euforii, a tej w nieodwzajemnionej miłości przecież nie ma, nie dochodzi do podniesienia poziomu dopaminy i serotoniny. Zaś odczucia, a dokładniej reakcje zachodzące w mózgu nieszczęśliwie zakochanego podobne są do tych, jakich doznaje narkoman na głodzie. - Skoro miłość w znacznym stopniu jest chemią, to czy cierpienia nieszczęśliwie zakochanych można by uśmierzać farmakologicznie? - Można to robić, poprzez podnoszenie właśnie poziomu serotoniny, ale nie zawsze wystarcza. Wprawdzie są tacy, którzy machną ręką na sercowe tarapaty, ale są i tacy, którzy skaczą z mostu lub wpadają w alkoholizm czy narkomanię, co jest kolejnym dowodem na podobieństwo tych dwóch zachowań: miłości i uzależnienia, które w jakimś stopniu niektórzy usiłują kompensować. - Jak się zdaje, w końcu każda, nawet ta szczęśliwa i odwzajemniona miłość, ustępuje codzienności lub po prostu wygasa. Czy nauka potrafi określić, po jakim czasie tak się dzieje? - Stwierdzili to socjologowie. Choć są tacy, którzy już w chwilę po ślubie mają dość, to przeciętnie okres intensywnej fascynacji trwa od 3 miesięcy do 6 lat. Po tym początkowym okresie euforii, następuje tzw. efekt tolerancji, czyli spadku zainteresowania partnerem. Stężenie neuroprzekaźników w mózgu zaczyna opadać. Ich niedobór wywołuje z kolei uczucie głodu i stanowi bodziec do poszukiwania nowego partnera. Nie jest to w żadnym wypadku zachowanie monogamiczne, jakie chciałby lansować w większości kultur ludzki ród. Człowiek z całą pewnością nie należy do 3 procent ssaków, które z jednym partnerem pozostają przez całe życie. źródło: Tygodnik Solidarność nr 21/2003, Autor: KATARZYNA ŚLIWA

Zbigniew 10-08-12 16:55

Orgazm na życzenie Elektroniczny stymulator rozkoszy Zamiast się umawiać na randki, bohaterowie "Śpiocha", komedii fantastycznonaukowej Woody’ego Allena, używali orgazmatronu - maszyny przypominającej kabinę prysznicową. Wchodzili do niej i osiągali orgazm po naciśnięciu guzika rozkoszy. Czy podobnie będzie wyglądało życie seksualne zabieganego człowieka początku XXI wieku? Naukowcy właśnie skonstruowali pierwszy elektroniczny stymulator orgazmu. Kabina rozkoszy Odkrycia dokonał przypadkiem Stuart Meloy, chirurg z instytutu anestezjologii i leczenia bólu w Winston-Salem w Karolinie Północnej. Podczas rutynowego zabiegu przeciwbólowego wywołał u pacjentki doznania seksualne. Kiedy zaskoczony zapytał, co się dzieje, zadowolona z rezultatu leczenia kobieta poprosiła, by nauczył tego jej męża. Amerykański lekarz chciał za pomocą wszczepionych do rdzenia elektrod zablokować sygnały bólowe, które są przewodzone przez włókna nerwowe. Wystarczyło jednak, że ręka Meloya zadrżała, by tym razem zostały uaktywnione ośrodki odpowiedzialne za pobudzenie narządów płciowych. Tak powstał pomysł skonstruowania elektronicznego stymulatora orgazmu, którego produkcją zajmie się firma Medtronic z Minneapolis. Aparat składa się z wszczepianego pod skórę pośladków generatora (wielkości paczki papierosów) i połączonych z nim elektrod, które zostają umieszczone w rdzeniu kręgowym. Wkrótce zostanie przetestowany na pierwszych ochotnikach. Dotknięcie przycisku wystarczy, by wywołać orgazm o każdej porze dnia i nocy. Kłopoty z orgazmem Mózg człowieka uczestniczy we wszystkich etapach aktu seksualnego. Specjaliści z instytutu badań medycznych INSERM w Paryżu wykryli w płacie czołowym powiązane z sobą ośrodki, odpowiedzialne za doznania seksualne. Jeden z nich zostaje uaktywniony podczas odbierania informacji o zabarwieniu erotycznym, na przykład podczas oglądania filmu. W kolejnej fazie następuje pobudzenie części prawego płata, gdzie znajduje się strefa emocji i przyjemności, po czym dochodzi do serii reakcji fizjologicznych kontrolowanych przez podwzgórze. W trzeciej fazie w korze mózgowej rodzi się odczucie orgazmu. Nie jest to zatem prosty mechanizm, lecz seria powiązanych i uzupełniających się procesów. Zarówno pożądanie, jak i przeżycie rozkoszy wymagają wielokrotnych sygnałów łączących mózg, układ nerwowy i lokalne reakcje fizjologiczne. Stale towarzyszą im procesy przeciwstawne, jak nazywa je neurobiolog Jean-Didier Vincent: podniecenie i zahamowanie, pożądanie i strach, rozkosz natychmiastowa i opóźniona. Orgazmu nie można zatem sprowadzić wyłącznie do fizjologii, mimo że jest on reakcją na serię bodźców. Istotną rolę w jego odczuwaniu odgrywają osobiste doświadczenia, wyobrażenia o miłości, a także mity oraz czynniki społeczne i kulturowe. - Seksu trzeba się nauczyć - twierdzi antropolog i psychiatra Philippe Brenot, autor książki "Jak stworzyć parę". Stymulator rozkoszy Stymulator orgazmu ma być przeznaczony dla kobiet cierpiących na anorgazmię - brak szczytowania. Zaburzenie to wcale nie należy do rzadkości. Dotyka nie tylko osoby sparaliżowane i zażywające leki. Co piąta kobieta ma trudności z osiągnięciem orgazmu - wynika z amerykańskich badań. Prawie tyle samo nie odczuwa satysfakcji z seksu (23 proc.), a dla co szóstej kontakty seksualne są bolesne. Wiele kobiet może zatem bardziej zadowolić wszczepienie implantu niż leczenie u seksuologa i zmienianie partnerów. Seksualność kobiet jest wyjątkowo zaniedbanym zakamarkiem ludzkiej duszy, jak już na początku ubiegłego stulecia zauważył Zygmunt Freud. Tym razem może się jednak okazać, że po stymulator równie chętnie sięgną mężczyźni, nie ma bowiem wątpliwości, iż aparat ten będzie tak samo skuteczny u obu płci. Meloy zastanawia się nawet, czy nie należałoby tak go zaprogramować, by nie mógł być zbyt często używany. Nie wiadomo tylko, jak często człowiek powinien przeżywać orgazm: raz lub dwa dziennie, a może kilka razy w tygodniu? Według Zbigniewa Lwa-Starowicza, nie ma reguły: niektóre pary kochają się nawet kilka razy tego samego dnia, innym natomiast wystarczy jedno zbliżenie w miesiącu. Stymulator orgazmu może się stać jeszcze większym hitem marketingowym niż niebieskie tabletki na impotencję. Sondaż przeprowadzony w Internecie przez CNN wykazał, że aż 58 proc. uczestniczących w nim osób chętnie by to urządzenie wypróbowało. - Piętnastolatki gotowe są operacyjnie powiększyć sobie biust, być może będą starały się też o wszczepienie implantu miłości - twierdzi Jim Pfaus, neurobiolog z Uniwersytetu Concordia w Montrealu. Dla wielu osób zimnym prysznicem może być jedynie cena aparatu - 15 tys. dolarów, do których trzeba jeszcze doliczyć koszty zabiegu. Żódło; Wprost, Numer: 39/2001 (983), autor; Zbigniew Wojtasiński

Jerzuś Jerzegosyn 27-08-12 17:17

Gwałtowna miłość? Cytat: "Ultrakonserwatywny kongresman ze stanu Missouri, Todd Akin, opowiada się za zakazem aborcji nawet gdy ciąża jest wynikiem kazirodztwa lub gwałtu. W wywiadzie telewizyjnym zapytano go, dlaczego tak uważa. "Z tego co, jak rozumiem, mówią lekarze, to (ciąża w wyniku gwałtu - PAP) jest naprawdę rzadkie. Jeśli jest to gwałt we właściwym sensie tego słowa, kobiecy organizm ma sposoby, żeby to jakoś zablokować" - odpowiedział Akin.""['i] Statystyki wskazują , że kobiety łatwiej i częściej zachodzą w ciążę po gwałcie niż po rutynowym stosunku z partnerem. Bo najbardziej atrakcyjną seksualnie, podatną na uległość obcemu chłopu i pociągającą dla gwałciciela jest baba w okresie swych dni płodnych. Również gwałciciel jest najbardziej agresywny, sprawny plemnikowo i pociągający erotycznie oraz zapachowo dla kobitki w szczycie swych możliwości testosteronowych i zapłodnieniowych. Samiec śmierdzący potem, (i przed tem i po tem) węchowo odbierany jest przez większość pań (w okresie niepłodnym) jako brudas stanowiący zagrożenie epidemiologiczne dla potomstwa., Panie się złoszczą, bo już czują (ale jeszcze się kontrolują), że ten smród działa im na prymitywny mózg limbiczny odpowiedzialny za odruchy niekontrolowanej namiętności w okresie rui. Ale w szczycie okresu płodnego damy (nie damy i nie wszystkim damy) klasyfikują go jako niezwykle atrakcyjnego brutala seksualnego. Uwaga, jeśli stała partnerka nagle zaczyna opowiadać o waszym koledze, że tenże śmierdzi okrutnie. Raz po raz wrzuca od niechcenia, że ona się go brzydzi. A my czujemy się kompletnym ciulem, gdy, czule głaska nas po główce w poszukiwaniu rosnących rogów, to znaczy, że sezon na jelenia jest już w pełni. Dentka którą stu? Według raportu z 1982r. (USA) zgwałcone na randce studentki 3-krotnie częściej wiązały się z gwałcicielem, któremu udało się doprowadzić rzecz do końca, niż z takim przed którym zdołały się wybronić. 40% studentek zgwałconych na randce nawiązywało z gwałcicielem ponowny kontakt. 87% molestowanych studentek, które ostatecznie obroniły się przed randkowym gwałtem, nie chciało mieć ze sprawcą już nic wspólnego. Według niektórych badaczy, pewien procent kobiet ryzykowne prowokowanie do seksu połączone z kokieteryjnym odmawianiem stosuje jako normalną strategię testowania przyszłego partnera. Takie waleczne zachowanie i rywalizacja połączona z przemocą może nawet uzależniać niektóre babki i facetów, bo podwyższony poziom wydzielanej do krwioobiegu adrenaliny, wywołany walką ,pogłębia doznania orgastyczne. Co więcej mężatki chętnie kochają się z mężem w dni niepłodne a w dni płodne chętniej oglądają się za obcymi okazując im mniej lub bardziej jawne zainteresowanie seksualne, czyli zalotno-prowokujące. Ładniej wygladają, mają gładszą skórę, wydzielają feromony przywabiające zapachowo obcych samców. W USA zbadano nawet, że o 40% głębiej odsłaniają dekolt piersi w tym chutliwym okresie. Co nie zmienia faktu, że typowa kobieta najczęściej dobrowolnie zdradza ślubnego ze znajomym męża a mąż zdradza swą połowicę z kobitką o której żona nigdy nie słyszała. I jednej i drugiej stronie związku małżeńskiego, łatwiej utrzymać dzięki temu zdradę w tajemnicy przed współmałżonkiem. Bo kobiece kobitki myślą i działają odmiennie w strategiach ukrywania i wykrywania zdrady niż męscy mężczyźni. Natomiast małżonkowie z mieszaną identyfikacją płciową mają w strategi przyprawiania rogów jeszcze bardziej różnorodnie i kolorowo. Chłopu trudno zapobiec zdradzie w sytuacji rutyny i nudy pożycia seksualnegow stałym związku. Natomiast, znacznie łatwiej jest zapobiec utrzymaniu ciąży żony z obcym. Po pierwsze, obowiązek małżonka, który chce uniknąć losu nieświadomego sponsora potomstwa pana Kukułki, to zapewnienie odpowiedniej ilości własnego nasienia w szyjce macicy ślubnej połowicy. Innymi słowy stosunek z wytryskiem do pochwy codziennie. Oczywiście odpowiednie odżywianie na ilość spermy i objętośc płynu ejakulacyjnego, z dodatkiem preperatów cynkowych stymulujących produkcję nasienia. Druga możliwość to odpowiednio intensywny, regularny, kilkudniowy seks z małżonką, który spowoduje wystarczająco silne orgazmy wywołujące skurcze macicy abortujące zapłodnione przez obcego jajo. Pomaga w tym głęboka penetracja od tyłu z silnymi uderzeniami naszym niezwykle długim i grubym prąciem, w szyjkę macicy i tylne sklepienie pochwy. Plus dodatkowe orgazmy wywoływane mistrzowsko zręcznymi palcami łechtającym. w trakcie gryzienia, ssania i tarmoszenia brodawek sutkowych kobiety. Wiem, że to męczące dla naszych piwnych mięśni ale powinno takie tyłrpanie odtylcowe trwać bez przerwy co najmniej 15-25 minut po doprowadzeniu żony palcem do trzeciego orgazmu łechtanego. Oczywiście należy wcześniej zabezpieczyć zapas żelów poślizgowych zwanych waginalnymi lubrykantami. Zapewni nam to niezatarte wrażenia, mniejsze straty energii, dłuższy czas bezzmęczeniowego ryćkania i brak opornego buntu naszej ślubnej dziurawki przed przedłużaniem stosunku w pozycji kolankowo-łokciowej. Jeśli nie chcemy spłodzić następnego własnego potomka warto używać przynajmniej prezerwatyw z plemnikobójczym nonoxynolem-9. Uuuu! Oczywiście najbardziej rozsądne jest stosowanie antykoncepcji hormonalnej. Jest ona skuteczna nawet gdy zdradliwa małżonka w namiętnym pośpiechu z obcym drapieżcą umyślnie nie łyknie codziennej pigułki. A poza tym antykoncepcja hormonalna stępia niekontrolowalny nastrój niepohamowanej rui u partnerki, więc nie ma ona typowych nastrojów szaleńczo-zalotnych w czasie jajeczkowania, kiedy odruchowo rozglądałaby się za obcym, atrakcyjnym donatorem świeżego zestawu genów w cudzej spermie. Obecność nasienia w pochwie można potwierdzić pośrednio, badając specjalnym testerem wykradzione z kosza na brudną bieliznę majtki żony w ciągu kolejnych 3 dni od podejrzanego zdarzenia. Nawet jeśli te majtki zmieniła kilkukrotnie na świeże w ciągu tego okresu. Warunek, nie powinniśmy w tym czasie zostawić tam własnego nasienia, bo ten uproszczony test nie odróżnia dawcy spermy. Jedną z metod ukrycia zdrady przez żonę jest natomiast nagłe nakłanianie męża do stosunku właśnie w dni płodne, czyli tuż po stosunku z obcym samcem. Łatwiej nas przekonać wówczas, że niespodziewana ciąża z sępem jest naszą zasługą. Jednak kilkugodzinne wyprzedzenie czasowe, to handycup dla plemników z nieprawego łoża. W dodatku, większe podniecenie i silniejszi orgazm z dowcipnym kłusownikiemw w 90% przypadków gwarantuję, że będziemy tyrać i utrzymywać cudze dziecko naszej żony. Ludowe porzekadło brzmi: orkiestra rżnęła całą noc. Pannę młodą. Zamiast grajków bezpieczniej i taniej jest samodzielne zgrać zestaw nuzyczny na płykę CD. Do zapłodnienia wystarczy moment naszej nieuwagi. Czasami nawet pół minuty seksu na własnym weselu. Dla tego typowi chłopi 10 razy bardziej zazdrośni są o seks oblubienicy a nie o czas, który poświęca dla innym na ich oczach. Ponieważ nasienie powoli wypływa i można je wyczuć węchowo i zapachowo, chorobliwie zazdrośni mężowie są niezwykle skorzy do obwąchiwania i lizania kobiecych genitaliów. Kobiety stosują płukanie pochwy aby uniknąć zdradzenia sekretu. Tym samym wypłukują korzystną florę bakteryjną (kolonię bakterii mlekowych) i w ciągu tygodnia nabawiają się grzybic ewentualnie dysbakteriozy pochwowej. W dodatku stosunki z obcym mężczyzną odbywają się, na ogół, w niezbyt higienicznych warunkach. Na zmywanie pociągającego smrodu brudnego chłopa, w gwałtownych uniesieniach zauroczenia seksualnego obcym, też nie ma z reguły czasu. Niektóre kobitki, szczególnie intensymnie kapią się i szorują po powrocie, z takiego spotkania obcym, gwałtownym brutalem dopochwowym. No i zapalczywie myją zęby i płuczą otwór gębowy płynami dezynfekującymi.Te bardziej religijne z samoobrzydzenia, a wszystkie ze strachu aby mąż nie wyczuł obcego zapachu. U ludzi znaczny odsetek gwałtów przypada na gwałty grupowe. Według jednych danych jest to aż 70% według innych tylko 25%. Przeważają statystycznie gwałty dokonywane przez 4-5 osobowe grupy mężczyzn. Według niektórych badaczy, gwałt lub gwałtowny stosunek ze szczególnie męsko-atrakcyjnym nieznanym mężczyzną może spowodować poronienie kilkudniowej ciąży z własnym mężem na rzecz ciąży z drapieżcą seksualnym, a nawet dodatlową owulację (uwolnienie jaja) w okresie uznawanym normalnie za dni bezłodne. Gwałciciele genetyczni stanowią statystyczną mniejszość porównywalną procentowo z mniejszościa biseksualną. Jednak w określonych warunkach, zwłaszcza grupowych, każdy mężczyzna jest potencjalnym gwałcicielem. Wojna to szczególnie nasilony okres podwyższonej ilości gwałtów. Więcej w tym temacie: "Wojny plemników" - Robin Baker ISBN 83- 7120- 766- 2 Z punktu widzenia teorii socjobiologii pociąg seksualny jest głównym motorem postępu cywilizacyjnego. I korzystnego mieszania genów od coraz to innych samic i samców. Wszyscy marzą o gwałcie. I baby i chłopy. Co nie wyklucza faktu, że każdy gwałciciel musi być tępym kretynem aby takie fantazje, wbrew prawu wcielać c**jowym czynem. Gdyby Conan nie gwałcił, to w krótkim czasie zostałby Onanem. Upsss! Ma się roumieć, w potocznym znaczeniu wali-gruszego skojarzenia tego imienia w czasach dzisiejszych. Wszak Onan biblebleblijny nie walił konia (= samogwałt, masturbacja, autoerotyzm, marszcznie Freda, brandzlowanie) tylko uprawiał stosunki przerywane. Tuż przed wytryskiem wyjmował fallusa z pochwy niechcianej oblubienicy i wytryskiwał nasienie na ziemię. Praktyka procesów sądowych dowodzi, że my, szowinistyczne knury zakładamy z góry, że to kobiety prowokują i są winne naszego gwałtownego wtargania do dziury. Ale jaja! Skłonność do gwałtu wiąże się z dziwacznie pojmowaną męskością i wyższym poziomem testosteronu. Są to uwarunkowania typowo biologiczne. Zwłaszca sprawność poczęciowa najbardziej zależy od wielkości jąder a tylko nieznacznie od wielkości penisa. Mężczyźni z dużymi jądrami produkują znacznie więcej hormonu męskiego, mają niższy ton głosu, gęstszy zarost na całym ciele, oraz znacznie większą mnogość plemników. Poza tym, są bardziej agresywnie męscy w zdobywaniu partnerek. Zwłaszcza tych bardzo kobiecych. Ale nawet kobieta bardzo męska, w okresie dni płodnych kiedy ma podwyższony poziom estrogenów, może być krótkookresowo niespotykanie uległa i niezwykle kobieca. Picie alkoholu przez męża gwarantuje czujność w wykrywaniu zdrady, prawdziwej lub urojonej, bo w ciągu miesiąca przechodzi w trwałą paranoję chorobliwej zazdrości zwanej syndromem Otella. Ten dar boży zwany talentem zazdrośnika leczy się obecnie farmakologicznie w gabinetach psychiatrycznych. Ps. Stereotypowa laurka, znana wszystkim spantoflonym żonkosiom, brzmi: jaka matka taka córka. Ponieważ materialnie kochamy jednak swoje żony, za naszą krwawicę i wieloletmi wkład finansowy w ich utrzymanie włożony, to niezadowolenie i złość najczęściej projektujemy i przenosimy na ich matki podstarzałe i nie pociągające już dość. Jest to jednak niehumanitarny błąd. Jeśli nie opowiadamy, w ramach poprawności politycznej, dowcipów o mniejszościach seksualnych i różnicach rasowych to w ramach prawodawstwa Uni Europejskiej powinniśmy zakazać kawałów o teściowych. PZDR, Jerzuś Jerzegosyn Cieślański

Marek Gastryczny 19-09-12 17:24

DIETA DOWCIPNA cz.1 Z rzeczy podniecających seksualnie, na starość pozostało mi tylko jedzenie i "pieprzenie". Pieprzem i językiem. No to pieprzę. Językiem. Oj! Czystym! Odpowiednia dieta ma wpływ na sprawność seksualną, atrakcyjność, samopoczucie i intelekt każdej baby i faceta. Od tego co jemy i czym przyprawiamy, oprócz nie skrępowanej gastrycznie żądzy do ruchów posuwisto ciernych, zależy również smak ejakulowanej w usta partnerki spermy. Na przykład, ostre przyprawy i warzywa typu; czosnek, cebula, seler, co prawda poprawiają sprawność samczą szalenie, lecz w pieszczotach oralno-genitalnych drażnią damskie podniebienie. Dla poprawy smaku wytrysku z długasa, panie zwykły poić partnerów sokiem z ananasa. Mniam, mniam. Smaczku niespodzianki u dam, dodaje nieodgadniona zmienność wariacji ich gustu smakowego silnie skorelowana z porami cyklu płodnego. Niektóre samice, kiedy mają chcicę, obciągną uwalaną w gnoju świńską racicę. Aczkolwiek większość mężów narzekających na kobiece awersje do pieszczenia ich penisa ustami po prostu są niedomytymi brudasami. W wysublimowanych smakowo buziach pań, gnilno-rybi zapach kutra rybackiego z pod męskiego napletka, z lekka zalatujący starym żółtym serem, zdaje się być zniesmaczająco odrażającym felerem. Towarzyszący im zapach tzw. “przejrzałej truskawki” w organoleptycznej praktyce diagnostycznej gabinetu ginekologicznego najczęściej świadczy o kontakcie narządów płciowych z pasożytniczymi pierwotniakami rzęsistka pochwowego. Według poradnika pt. "Dieta na dobry nastrój" warto żywić się w sposób wspomagający prawidłowe działanie układu serotoninergicznego. Autorzy obiecują unormowany apetyt, prawidłową masę ciała, oraz ustabilizowane, dobre samopoczucie gwarantujące naszą sympatię do owej diety. Odpowiednio wysoki poziom serotoniny w mózgu przeciwdziała depresji, zmęczeniu, stanom lękowym, urojeniom i nadpobudliwości emocjonalnej, zmniejszać nasilenie objawów zaburzeń psychicznych, np. schizo-typowych, wspomagając działanie leków antydepresyjnych. Papu powinno zawierać w każdym posiłku składniki niezbędne do wytworzenia w ludzkim organizmie neuroprzekaźnika serotoniny, czyli; magnez, witaminy z grupy B, wit. C, oraz białko zwierzęce tryptofan. Tryptofan w "ilościach znaczących dla poziomu serotoniny", występuje głównie w mięsie i produktach mlecznych silnie zagęszczonych, czyli np. w żółtych serach. W spożyciu białka zwierzęcego istnieje swoista zasada złotego środka. Niedobór powoduje zmniejszenie odporności a u dzieci opóźnienie wzrostu i rozwoju. Nadmiar obciąża nadmiernie wątrobę nerki i przewód pokarmowy. Dzienne spożycie pełnowartościowego białka zwierzęcego (łącznie; mleko, mięso, jaja): dorośli 1g na 1kg masy ciała, przeciętnie 70g=7dag=0.07kg` dzieci, młodzież, kobiety w ciąży i karmiące od1.5g do 2.0g na 1kg masy ciała. Zalecane spożywanie świeżych warzyw i owoców do każdego posiłku dostarcza błonnika, witamin, antyutleniaczy, mikroelementów niezbędnych do zdrowego funkcjonowania organizmu i procesów przemiany materii. Ciekawostka. W surowym: mięsie, marchwi, jabłkach, burakach, selerze, pietruszce, czosnku, cebuli, występuje koenzym (NADH) czyli dinukleotyd nikotynamido adeninowy. Warunkuje on właściwe funkcjonowanie ok. 1000 enzymów ale główną rolę spełnia w dostarczaniu energii, czyli przemianach ATP. Ze względu na szybki rozkład (do 10 minut) i niewielką zawartość, odczuwalny efekt pobudzenia uzyskamy spożywając soki prosto (natychmiast) z sokowirówki, w dawce przynajmniej 4 szklanek na dobę. Tak pity, NADH zamiast kawy, sic! bez skutków ubocznych, prowadzi do zwiększenia ochoty na kobity i ogólnej sprawności seksualnej, -poprawy. Zasady “diety na dobry nastrój” są te same co w diecie zrównoważonej opisanej na stronie internetowej Instytutu Żywienia i Żywności. Jemy regularnie, "wszystkiego po trochu" w proporcjach zbadanych i opisanych przez współczesną naukę. Żadnych nawiedzonych bredni typu; wegetarianizm, mleko-zabójca, dieta białkowa lub wysoko tłuszczowa, czy obsesja"oddzielania białka od skrobi". Takie zubożone żywienie poprawia chwilowo samopoczucie na zasadzie efektu placebo. Głównie osobom niezrównoważonym emocjonalnie. A w efekcie końcowym pogarsza zdrowie psychiczne i fizyczne. Zakazy spożywania mleka i mięsa wymyślili przed wiekami, kapłani religii nakazujących wyzyskiwanym biedakom czczenie krowy jako bóstwa. W dodatku do powyższego, zakazo-twórczą obsesję dopełnia grzech kapłańskiej zazdrości o monopol do czułości dla bydła mlecznego. Wszak religijny celibat nawet bogów skłania do fantazji zoofilnego, popędów zaspokajania. Byle nie od strony rogów. A pełnowartościowy pokarm zwierzęcy gwarantujący władczą asertywność w feudalnej gospodarce niedoboru żywnościowego zarezerwowano dla kasty rządzącej. Zdarza się obecnie, że maniakalnie promują zakazy te, liderzy korporacyjni, opętani obsesją władzy na skutek “przeciwstresowego” nadużywania alkoholu. Bo niedobór pełnowartościowego białka zwierzęcego w pożywieniu odbiera wolę walki o władzę i czyni poddanych posłusznymi niewolnikami. A alkohol podawany długoterminowo, nawet w niewielkich ilościach stymuluje wszelkie zachowania paranoiczne. Jak każde myślenie magiczne, wiara w cudowne dla ludzkości skutki diety ratującej życie kury, psa, kota, świni, krowy... ma podłoże właściwe dla zaburzeń schizo-typowych. Na wiarę w cuda, to sposób prosty, narzucać wiernym bezmięsne posty. Brak tryptofanu i witamin z grupy B, nie dostarczanych w postaci pełnowartościowego białka zwierzęcego prowadzi u dzieci do niedorozwoju i degradacji systemu nerwowego. W obliczu przyrostu wypadków zagrożenia życia, tragicznie licznych, WHO rozważała wpisanie wegetarianizmu na listę chorób psychicznych. Po tym jak nawiedzeni rodzice omal nie wykończyli własnych dzieci dwoje przez fanatycznie anty mięsną paranoję. Wapń, w niewielkiej ilości do każdego posiłku, pomaga w procesie przemiany materii. Dla tego szczególnie zaleca się spożywać produkty mleczne w dietach odchudzających aby nie doprowadzać do odwapniania kości jako naturalnego magazynu tego pierwiastka. Poza tym, spożywanie przetworów mlecznych fermentowanych bakteriami mlekowymi zmniejsza ryzyko chorobotwórczego rozwoju drożdży i grzybów w układzie pokarmowym. Rozwinięta drożdżyca ogólno-ustrojowa, dzięki fermentacji alkoholowej wywołuje te same objawy degeneracji psychicznej co trwały alkoholizm; skłonności do paranoi urojeniowej, chorobliwą zazdrość, niskie poczucie własnej wartości, brak asertywności i wiarę w cuda wszelakie. Czyli jest świetnym narzędziem do manipulacyjnego panowania nad ciemnym ludem. Abyśmy po 2000 lat wyzysku w pozycji klęczącej , nie do pytywali się asertywnie : “co z tym niebem” zboczeni kapłani nadal karmią nas rytualnie poczuciem winy, winem i leciwym chlebem, zamiast wzmagającym asertywność serem i mięsem. Na dobry nastrój, na prawidłowe trawienie, oraz sen, czyli podstawy ochoty na seks, kapitalny wpływ ma regularność: spożywania posiłków, porannego budzenia się i wieczornego zasypiania, (czyli najlepiej o -dokładnie- tych samych porach doby). W ciągu dnia posiłków powinno być co najmniej 5, ale nie zbyt obfitych. Przed każdym posiłkiem wypij przynajmniej 1 szklankę czystej wody. Pierwszy posiłek nie później niż w ciągu godziny od przebudzenia. Spożyty wcześnie rano tj. okresie wysokiego poziomu hormonów stresu, podwyższa od 5% do 7% dynamikę przemiany materii w ciągu całego dnia. Ostre przyprawy, pieprz, chili, papryka, cebula, czosnek, seler, por, zwiększając ukrwienie i wydzielanie adrenaliny pobudzają przemianę materii i apetyt na erotyczne figle. W tego typu diecie duże znaczenie ma również sposób kalorycznego dobierania i zestawiania produktów żywnościowych, w zależności od pory dnia, rodzaju wysiłku i klimatycznych warunków pory roku. Wytwarzanie serotoniny w ludzkim organizmie jest silnie wspomagane przez odpowiednio duży poziom natężenia światła docierającego do naszych oczu, i aktywność fizyczną tuż po przebudzeniu i w godzinach ranno-przedpołudniowych. Zalecany więc jest wysiłek fizyczny; poranna gimnastyka, spacery na świeżym powietrzu gdzie jest znacznie jaśniej niż w pomieszczeniach zadaszonych. Nie zapominajcie o porannym seksie przy otwartym oknie. Jesienią i zimą, dodatkowo, warto zastosować odpowiednio silne, sztuczne oświetlenie pomieszczeń mieszkalnych i roboczych. Dla osób skłonnych do sezonowego obniżenia nastroju (tzw. depresji jesienno-zimowej) poziom natężenia oświetlenia poprawiający samopoczucie powinien by od 10 do 20-krotnie wyższy niż przewidują “zekonomizowane” normy oświetleniowe. Firma Philips opracowała parę lat temu nowy rodzaj świetlówek, Master Activiva Active, których niebieskawe światło przypominające błękit nieba w słoneczny dzień (17000*K), zwiększa wydajność intelektualną i sprawność fizyczną a zmniejsza senność i hamuje apetyt. Bo pobudza aktywność i zwiększa poziom produkcji serotoniny i dopaminy. Natomiast świetlówki o barwie "ciepłej" (2700*K) przypominające kolory światła jakie daje wschód i zachód słońca, bardziej nadają się do pomieszczeń wypoczynkowo nastrojowych i miłosno flirciarskich. Po zapadnięciu zmroku, z odpowiednio dużej ilości serotoniny organizm ludzki wytwarza odpowiednio duże ilości melatoniny, która znakomicie wpływa na jakość snu, regulację cyklu dobowej aktywności i regenerację organizmu. W depresji i innych stanach zaburzeń psychicznych związanych ze znacznym obniżeniem poziomu serotoniny, bezsenność jest jednym z podstawowych objawów choroby. Produkty skrobiowo-cukrowe krótkotrwale zwiększają wytwarzanie serotoniny, bo wspomagają przenikanie tryptofanu z krwi do mózgu. Dla tego w depresji i sezonowym obniżeniu nastroju mamy skłonność do nie pohamowanego obżerania się słodyczami. To powoduje otyłość, która zmniejsza apetyt na seks i ogólną wydolność seksualną. Bo tłuszcz brzuszny obniża poziom aktywnego testosteronu, czyli prowadzi wprost, do ocipienia chłopów. C.d.n. PZDR, Jerzuś Jerzegosyn Cieślański




Wróć do tematów

Adres tej witryny: https://garwolin.istrefa.com

istrefa gmina Garwolin | istrefa powiat garwoliński | istrefa mazowieckie | istrefa Polska

Garwolin - miasto, gmina miejska, powiat garwoliński, województwo mazowieckie - portal lokalny
Kod pocztowy: 08-400


Info

  • Strona nie wymaga rejestracji ani logowania.
  • Każda nowa wypowiedź jest anonsowana na stronie głównej.

Szukaj...


Zgłoś problem...

Zgłoś problem techniczny związany z działaniem portalu.

Zgłoś problem